„Akademiowa” wyprawa do Afryki 


W Akademii Przyszłości budujemy relacje, inspirujemy, poznajemy inne perspektywy, uczymy się nowych rzeczy. Jednym słowem – jesteśmy na wspólnej wędrówce po przygody w kolejnej edycji Programu. Jeden z naszych Wolontariuszy Maciej Kotynia wyruszył aż do Kenii i Tanzanii, żeby wspierać tamtejsze Dzieci w budowaniu pewności siebie. Poniżej Maciej opisuje swoje wrażenia z tej wyprawy oraz metody, jakie stosował, żeby afrykańskie Dzieci odkryły swój potencjał i mocne strony. Tak zaczyna swoją opowieść: 

Każda wyprawa gwarantuje wiele emocji, niezapomniane wrażenia, sporą dawkę adrenaliny oraz najważniejsze, czyli zwiększenie wiary w siebie. Przygoda z Afryką była czymś wyjątkowym i niezwykłym. Natomiast nie zabrakło również wszelakich przeciwności losu, które z jednej strony mogą pokrzyżować plany, a z drugiej stać się przestrzenią do samorozwoju. Bardzo pomocne może wtedy okazać się doświadczenie wolontariackie nabyte w Akademii Przyszłości. 

Idea misji w Afryce 

Gdy podjąłem decyzję, że wybiorę się do Afryki na dwumiesięczną misję, aby pomagać tam Dzieciom, miałem już siedmioletnie doświadczenie jako Wolontariusz w Akademii Przyszłości. Nieodłącznie przyświecała mi idea Mądrej Pomocy. Oczywiste więc było dla mnie, że będąc w Afryce chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie i posługując się elementami metody tutoringu, indywidualnie podchodzić do Dzieci.  

Przygotowywałem się do tej misji przez wiele miesięcy. Im bardziej zagłębiałem się w tematykę podróżniczą oraz zasięgałem informacji dotyczących afrykańskich standardów edukacyjnych, tym mocniej docierało do mnie, że utarte i praktykowane do tej pory metody w wolontariacie mogą nie być aż tak proste do wykonania w krajach, do których miałem zamiar się wybrać. Jako Wolontariusz w Polsce dysponowałem wieloma narzędziami, ułatwiającymi pracę z Dzieckiem. Mogłem liczyć na wsparcie Lidera_ki, Koordynatora_ki Szkolnego_j oraz pedagoga_żki lub psychologa_żki. Ponadto, zawsze były zapewnione warunki do indywidualnych zajęć z Podopiecznym. Natomiast od początku wiadomo było, że w Afryce nie będę mógł liczyć na te wszystkie udogodnienia. Zastanawiałem się czy wprowadzenie tam metod praktykowanych w wolontariacie będzie efektywne i przyniesie oczekiwane rezultaty.  

Doszedłem do wniosku, że mimo wszystko, spróbuję, mając na uwadze konieczność niestandardowych działań, wychodzenia poza schemat, oderwania się od szablonu oraz przekraczania granic konwenansu. W końcu takie są uroki wypraw. Od wielu lat marzyłem, aby wybrać się na misję do Afryki i w końcu przyszedł na to czas. 

Pomóż Dziecku, które nie wierzy w siebie.
Poznaj historie Dzieci z Akademii Przyszłości i ufunduj Indeks Sukcesów.

Rzeczywistość na drugim końcu świata 

Pierwsze dni w Afryce nie były łatwe. Musiałem zmierzyć się z nową rzeczywistością. To co do tej pory miałem w Polsce na wyciągnięcie ręki, tutaj było nieosiągalne. W wielu sferach konieczne było, aby radzić sobie z trudnościami, z którymi wcześniej nie miałem do czynienia. Zmagałem się z ciężkimi warunkami mieszkaniowymi, nie zawsze apetycznym jedzeniem, niesprzyjającą pogodą oraz ryzykiem różnych egzotycznych chorób.  

Przed wylotem czułem ogromną satysfakcję, że będę mógł odkrywać nieznane mi wcześniej miejsca. Jednak po przylocie nie wszystko okazywało się tak piękne, jakbym sobie tego życzył. Natomiast w trudnych chwilach przypominałem sobie czego uczymy Podopiecznych w Akademii Przyszłości. Mianowicie, aby się nie poddawać, wierzyć w swoje możliwości, podejmować się wyzwań i odważnie iść przed siebie. W tamtym czasie taka lekcja była mi najbardziej potrzebna. Dzięki doznanej szkole życia, o wiele łatwiej było mi zrozumieć z jakimi trudnościami muszą mierzyć się afrykańskie Dzieci.  

Jak wiadomo, każdy medal ma dwie strony. Im bardziej mobilizowałem się, aby pokonywać napotykane niedogodności, tym prościej dostrzegałem piękno nieznanego mi do tej pory kontynentu. Mogłem podziwiać wspaniałe krajobrazy, obcować z nową kulturą, poznawać ciekawych ludzi i doświadczać różnych przygód. Jedną z nich był wyjazd na safari. Mogłem tam zobaczyć egzotyczne zwierzęta, takie jak małpy, słonie, zebry, żyrafy, lwy i nie tylko. Ciekawym, ale też niebezpiecznym zajęciem było fotografowanie ich. Dostałem pozwolenie od przewodnika, aby podchodzić bliżej do zwierząt. Dzięki temu miałem o wiele lepsze ujęcia, ale też zapierający dech w piersiach lęk. Jednak takie przygody zdarzają się bardzo rzadko i mogą już nigdy się nie powtórzyć. Kolejnym fascynującym fenomenem było nurkowanie w rafie koralowej. Do tamtej pory, tak cudowne widoki mogłem podziwiać tylko w telewizji. Niezapomnianym przeżyciem było dla mnie ujrzeć przejrzysty podwodny świat. Bardzo ciekawą przygodą były również odwiedziny Wyspy Żółwi. Doświadczyłem wręcz oszałamiającego widoku. Nigdy wcześniej nie widziałem tak ogromnych okazów. Niesamowite było ujrzeć, największe na świecie żółwie. Miałem ogromną przyjemność, aby je obserwować, głaskać i karmić. 

Afryka jest mieszanką różnych czynników, z jednej strony miejscem, gdzie nie są łatwo dostępne dobra materialne oraz ograniczone bywają standardy znane w cywilizowanych krajach. Natomiast z drugiej strony jest to przestrzeń wspaniałych i niepowtarzalnych przygód. Miałem więc wybór, albo narzekać, że jestem odcięty od ułatwiających życie technologii i wygód albo wykorzystać potencjał tego kontynentu i zaznać smaku bogactwa natury. Wolałem tę drugą opcję. Dzięki temu nie został mi przysłonięty najważniejszy cel tej wyprawy, czyli pomoc afrykańskim Dzieciom. 

Metody Akademii w Afryce 

Swoją misję odbywałem przez miesiąc w Kenii, w niewielkiej wsi, a przez kolejny miesiąc w Tanzanii, w małym miasteczku. W obu tych miejscach pracowałem z Dziećmi, prowadząc dla nich zajęcia szkolne i pozaszkolne.  

W Kenii działałem w szkole mającej nauczycieli, więc zadaniem Wolontariuszy było pomagać im w prowadzeniu lekcji i organizować różnego rodzaju gry i zabawy edykacyjne dla Dzieci. W Tanzanii natomiast sytuacja była o wiele bardziej złożona. Uczniowie nie mieli tam regularnej szkoły oraz stałych nauczycieli. Dzieci mogły się uczyć tylko wtedy, gdy przyjechali do nich Wolontariusze zajmujący się edukacją. Było to dla mnie bardzo przykre, że uczniowie mają ograniczoną naukę. Tym bardziej czułem się zmobilizowany, aby wykorzystać ten czas jak najproduktywniej. 

Pracę z Dziećmi zacząłem od stworzenia z nimi grupowego kontraktu, na wzór akademiowego zwyczaju zawarcia porozumienia między Podopiecznym a Wolontariuszem_ką. To porozumienie to spisany zbiór potrzeb i oczekiwań zarówno Dziecka, jak i Wolontariusza_ki, który normuje przebieg zajęć. To proste zasady, które ułatwiają realizację spotkań, jak np. Nie spóźniamy się.  Sposób ten okazał się bardzo skuteczny. Kolejną inspiracją zaczerpniętą z Akademii Przyszłości była organizacja wydarzeń. Jednym z nich, którenajmilej wspominam, to odbijanie na kartkach papieru, pomalowanych rączek przez Dzieci. Widać, że były zadowolone i uśmiechnięte. Bardzo ciekawe zajęcie, które wykonywałem, to malowanie szkolnego parkanu. Znalazły się na nim rysunki z angielskimi nazwami w celu nauki języka dla Dzieci. Poza nauczaniem w szkole, zadaniem Wolontariusza było również roznoszenie paczek najuboższym rodzinom. Miałem ogromną przyjemność obserwować, jak Dzieci budują wiarę w siebie, czując, że ktoś przejmuje się ich losem.  

Pomóż Dziecku, które nie wierzy w siebie.
Poznaj historie Dzieci z Akademii Przyszłości i ufunduj Indeks Sukcesów.

Pomiędzy misją w Kenii i w Tanzanii, miałem sposobność odwiedzić pewną masajską wioskę. Jak się okazało, mieszkało w niej dużo Dzieci. Otrzymały one w prezencie słodycze, piłki i balony. Celem tego przedsięwzięcia było, aby uświadomić tamtejszym Dzieciom, jak bardzo są ważne i na to zasługują. Oznajmiłem o swoim, właśnie spełniającym się, największym życiowym marzeniu, jakim jest misja w Afryce. Opowiedziałem, jak długo przygotowywałem się do tej wyprawy i jak wiele wymagało to wyrzeczeń. Sednem opowieści było zwrócenie uwagi na upragniony rezultat, który czeka zawsze na końcu pokonywanej drogi. Wyjeżdżając z tej wioski, zostawiłem Dzieciom pisaki, którymi miały za zadanie napisać lub namalować, na wręczonych balonach, jakie jest ich największe marzenie. Następnie zatrzymać je na pamiątkę i każdego dnia wytrwale dążyć do jego spełnienia.  

Wolontariaty w Kenii i w Tanzanii różniły się między sobą. Natomiast wspólna ich cecha to zamiar indywidualnego podejścia do każdego Dziecka. W praktyce jednak wychodziło różnie. Niekiedy udawało się to wykonać, a czasami pojawiały się związane z tym niesprzyjające okoliczności. Zajęcia prowadzone były dla przeważnie sporej grupy Dzieci. Niełatwo więc było poznać każde Dziecko z osobna. Zadania tego nie ułatwiały takie czynniki jak chociażby bariera językowa. Nie znałem suahili, a nie każde Dziecko umiało posługiwać się angielskim. Dodatkowo, miałem tam ograniczony czas pobytu tylko do kilku tygodni. Jednak najbardziej niesprzyjającym czynnikiem były niskie afrykańskie standardy szkolne, utrudniające znaną mi do tej pory wygodę indywidualnej pracy z Dzieckiem. Mimo tych niepożądanych okoliczności postanowiłem sobie, że zrobię wszystko, aby równolegle do zajęć grupowych, wprowadzać elementy tutoringu, wspomagając się metodą „sam na sam”.  

Metoda 1×1 

Polegało to na działaniu dwuskładnikowym. Przede wszystkim prowadzone były zajęcia dla większej ilości uczniów, a na miarę możliwości skupiałem się codziennie na innym Dziecku, przyglądając się jego pracy, pogłębiając z nim kontakt, mobilizując do działania i chwaląc za postępy. Zawsze robiłem przy tym skrupulatne notatki. Moim celem było, aby bardziej poznać dane Dziecko i wychwycić jego potencjał. Z niektórymi uczniami wychodziło o wiele łatwiej, a przy innych był to bardziej złożony proces. Natomiast każde Dziecko wykazywało się czymś na swój sposób wyjątkowym. Najbardziej zapadło mi w pamięć dwoje Dzieci. 14-letni chłopiec, który był bardzo dobry z matematyki i nieraz nawet pozwalałem mu prowadzić lekcje. Również bardzo uzdolniona artystycznie, 11-letnia dziewczynka, dekorująca klasę i wykonująca kreatywne ozdoby z różnych materiałów.  

Zarówno w Kenii, jak i w Tanzanii, po kilku tygodniowej pracy z Dziećmi, przygotowałem na koniec dla każdego dyplomy, na których wypisane było ich największe osiągnięcie. Miałem w sobie ogromną radość obserwować, jak sprawia im to frajdę. Wierzę, że jest to początek drogi do ich wielkiego życiowego sukcesu.  

Pomóż Dziecku, które nie wierzy w siebie.
Poznaj historie Dzieci z Akademii Przyszłości i ufunduj Indeks Sukcesów.



To również Cię zainteresuje: