MASZ TO W SOBIE – czyli o potencjale, który warto w sobie odkryć


Z okazji Dnia Matki swoim doświadczeniem podzieliła się Kinga Szanser, wieloletnia Wolontariuszka Akademii Przyszłości i Trenerka WIOSNY, mama dwójki wspaniałych córek, która odkryła w swoich Podopiecznych i w sobie „to coś”: Zgłaszając się na Wolontariuszkę Akademii Przyszłości pięć lat temu, nie przypuszczałam, że dziś będę pisać na bloga jednego z największych programów społecznych w Polsce, że stworzę tekst, który przeczyta wiele osób i przynajmniej niektóre z nich zainspiruje to do wolontariatu, przygotowania super zajęć z Dzieckiem, rozwoju osobistego, znalezienia nowej pracy, a może i do czegoś więcej. Brzmi nieskromnie?  To zasługa Akademii Przyszłości, ale także… moja własna.  

Zanim powiem Ci, co pomogło mi zacząć swoją przygodę z Akademią, jak odkrywałam swój potencjał oraz korzystałam z niego, budując relację z Dzieckiem – wiedz, że na początku tej drogi… kilkakrotnie zawracałam. Nie poddałam się, bo jestem uparta i odpowiedzialna, ale przeszkadzał mi brak wiary w siebie. Nadal nad tym pracuję, choć dziś jestem w zupełnie innym miejscu. 

Małe ćwiczenie  

Mam dla Ciebie małe ćwiczenie – zapomnij na chwilę o poprzednich dwóch akapitach i przeczytaj treść zgłoszenia kandydatki na Wolontariuszkę:  

…dalej czytamy w zgłoszeniu kandydatki na Wolontariuszkę:  

Chciałabym, żeby wszystkie Dzieci miały równe szanse, niezależnie z jakiego środowiska pochodzą. Dlatego działam w Radzie Rodziców, gdzie razem z innymi mamami organizuję wydarzenia dla Dzieci i rodziców z całej szkoły. Udało nam się pozyskać sponsorów nagród i odkryć wiele talentów wśród Dzieci, a także zebrać fundusze na nowy plac zabaw. Miałam też okazję pracować z młodzieżą, dla której prowadziłam warsztaty dziennikarskie. W wolnych chwilach czytam książki i planuję rodzinne podróże w nieznane”.  

A teraz drugie ćwiczenie 🙂 – wynotuj 5 cech i/lub umiejętności opisanej wyżej osoby, które Twoim zdaniem mogłyby jej pomóc w budowaniu relacji z Dzieckiem.   

Gotowe?  

„Jestem tylko mamą, to nie wystarczy…” 

Będąc tu, gdzie jestem teraz i widząc takie zgłoszenie, zaprosiłabym tę osobę nie tylko do roli Wolontariuszki, ale też Liderki (która zarządza zespołem i projektami realizowanymi przez kilkunastu Wolontariuszy) albo nawet Koordynatorki Regionalnej (odpowiedzialnej za region, na który składa się kilka takich zespołów). Pewnie zaproponowałabym jej też organizację Inauguracji Akademii Przyszłości, czyli imprezy, która w województwie gromadzi kilkaset osób na rozpoczęcie edycji.  

A teraz prawdopodobnie Cię zaskoczę –  po pierwsze tym, że miałam okazję sprawdzić się we wszystkich tych rolach i zadaniach, jakie stawia nam, dorosłym, Akademia Przyszłości.  A po drugie – że choć każde słowo w tym zgłoszeniu to fakt z mojego życia, ja tak o sobie nie napisałam. Nie wiedziałam, że to jest coś, co potrafię, co może mi się przydać lub będzie jakąś wartością dla innych. Co więcej – i tu będzie o zawracaniu z drogi – samo zgłoszenie wysyłałam dwa tygodnie, zanim się ostatecznie zdecydowałam, a jadąc na pierwsze spotkanie z Dzieckiem, niemal uciekłam spod szkoły. W mojej głowie była wtedy jedna myśl „jestem tylko mamą, to nie wystarczy…”.      

Co daje wiara w siebie?  

Pierwsze Dziecko, któremu pomogłam, na starcie wychodziło z założenia, że:  

  • nie potrafi rysować („Moja przyjaciółka świetnie rysuje –  mi tak nie wychodzi”),  
  • jest głupsze niż reszta klasy (więc błaznowało, bo jak mają się śmiać, to byle nie z niewiedzy czy pomyłki przy czytaniu),  
  • jest mniej ważne niż chora mama („Nie poproszę, żeby rodzice kupili mi farby, bo mama ma swoje kłopoty, a pani w szkole i tak nie podobają się moje rysunki…”).     

Dziś maluje tak:  

Co jej pomogło? To, co zaproponowałabym swoim Dzieciom    

  • wizyta w domu mody, gdzie mogła zaprojektować swoją czapkę (pierwszym marzeniem Oli, Podopiecznej Akademii Przyszłości, z którą pracowałam, było projektowanie ubrań), 
  • jedno spotkanie z malarką (znajoma znajomej znajomego),  
  • oraz dobre słowo („mi się podoba”, „pokaż mi, jak to robisz”).    

„Przebrnięcie przez lekturę było jak wyprawa na Mount Everest”  

Drugie Dziecko, z którym pracowałam nie znosiło czytać –  zacinało się, myliło wiersze i literki, nie rozumiało, co czyta i w złości rzucało książką. Nic dziwnego – przebrnięcie przez lekturę klasy pierwszej było jak wyprawa na Mount Everest: samotnie, bez osprzętu i z grzmiącym z nieba głosem „postaraj się bardziej!”. Dlatego nie czytaliśmy żadnych książek, tylko przyniosłam to:  

… czyli niegdyś ulubioną grę moich córek. Graliśmy w nią na niemal każdych zajęciach – ale byłoby nudno, gdyby nie czytanie instrukcji, planowanie strategii i wymyślanie śmiesznych odpowiedników różnych trudnych słów czy żarty z tego, że niedługo utoniemy w królikach (bo „mnożą się jak króliki” –  przy okazji odkryliśmy wiele innych powiedzonek, które oczywiście trzeba było gdzieś wyszukać, przeczytać i zrozumieć). Wreszcie przyszła pora na wymyślanie, zapisywanie, odczytywanie i testowanie nowych zasad tej gry. Zaczęliśmy pracę w lutym, a w czerwcu Filip, mój drugi akademiowy Podopieczny, samodzielnie i z własnej woli przeczytał dwie szkolne lektury! 

To moja osobista historia, ale przez pięć lat poznałam dziesiątki podobnych – jedna z nich może być Twoją! 

Jeśli więc dziś czytasz ten tekst i zastanawiasz się, czy możesz być Wolontariuszem_ką Akademii Przyszłości, czy Dziecko Cię polubi, czy dasz radę przygotować zajęcia, które Podopieczny_a zapamięta, czy potrafisz zaproponować lub zorganizować wydarzenie dla Dzieci, czy potrafisz… – powiem Ci, to co sama mogłabym o sobie powiedzieć pięć lat temu: jeśli tylko chcesz, to potrafisz :).   

Przykłady z Akademii Przyszłości można też przenieść na mniej „akademiowy” grunt. Wspieranie w rozwoju mojej Podopiecznej, organizowanie dla niej (i dla reszty zespołu, z którym pracowałam) różnych inspirujących wydarzeń, bardzo rozwinęło mnie samą –  przecież chcąc budować pewność siebie u Dziecka, trzeba też dać dobry, własny przykład. Dzięki tej niezwykłej relacji doświadczyłam wielu nowych rzeczy i zmierzyłam się z własnymi barierami, nabrałam pewności siebie, poczułam ogromną sprawczość i zaczęłam rozwijać się w kierunkach, o które bym się nawet nie podejrzewała. To jak koło zamachowe  – im więcej dajesz a przez to doświadczasz, tym bardziej sam_a się rozwijasz.  

A teraz trzecie i ostatnie ćwiczenie  –  wypisz to, co sprawia Ci przyjemność, co wychodzi Ci dobrze, co miło wspominasz i czego chcesz się nauczyć lub doświadczyć. A potem podkreśl te rzeczy, które pomogą Ci wbudowaniu relacji z Dzieckiem z Twojego otoczenia lub z przyszłym Podopiecznym_ą Akademii Przyszłości. I wykorzystaj je!  

Mnie w byciu Wolontariuszką pomogło bycie „tylko” mamą. A bycie Wolontariuszką Akademii Przyszłości pomogło mi być mamą – ale o tym opowiem innym razem. 

Kinga Szanser: wieloletnia Wolontariuszka Akademii Przyszłości i Trenerka Wiosny, prywatnie mama dwójki wspaniałych córek i opiekunka niezliczonej liczby zwierzaków (nie tylko domowych), w wolnych chwilach zapalona podróżniczka w nieznane i mól książkowy. Lubi dosłownie wszystkich ludzi, fascynuje ją ich różnorodność, relacje i rozwój – gdzie może wspiera ich w tym i stara się zasiewać ziarno komunikacji bez przemocy.

 



To również Cię zainteresuje: