Jakie przemiany dokonują się w Akademii Przyszłości? Wywiad z Wolontariuszem Piotrem i refleksje jego Podopiecznego Artura


Akademia Przyszłości to przestrzeń, w której dokonuje się przemiana: niewiedzy w wiedzę, nieśmiałości w śmiałość, niewiary w wiarę. Mamy na to – jak pitagorejczycy – twarde dowody matematyczne. Za 501 punktem, ukrywa się wiedza i większa pewność siebie. Za plusikiem” znajduje się ogólna radość. Za średnią 4.0 ukryta jest satysfakcja Wolontariusza i duma Podopiecznego. W ich historii są też żelki, chyba magiczne… i książka z dedykacją, która ruszy nawet dorosłego chłopa.   

Z wywiadu dowiesz się jakie metody współpracy sprawdziły się w relacji Wolontariusza Piotra Krzymowskiego i jego Podopiecznego Artura i jakie przyniosły efekty – co takiego zrobił Wolontariusz, że chłopiec zagrożony powtarzaniem klasy, dostaje na koniec roku świadectwo ze średnią 4.0.  

Rozmawiamy o przemianie, która tak jak kamień rzucony w wodę zatacza coraz większe kręgi. Zaczyna się od przemiany Podopiecznego, Wolontariusza, a potem ta zmiana może dotknąć dalszych kręgów: Rodziców, Nauczycieli_ek, Darczyńców_czyń. Potwierdził to Wolontariusz Piotr, odpowiadając na pytanie:  

Z czym kojarzy Ci się Akademia Przyszłości? 

Piotr Krzymowski: Z ludźmi, wrażliwością i wpływem. Ja byłem w strukturach głębiej, to miałam inny wpływ, ale każdy Wolontariusz ma wpływ na siebie, na swojego Podopiecznego, a także na Rodziców, na Wychowawcę w szkole – który nagle zmienia podejście do naszego Podopiecznego, czy nawet na Darczyńców i Darczyńczynie – miałem bardzo fajne relacje i bardzo wartościowe rozmowy. Widziałem, że dwóm Darczyńczyniom, z którymi współpracowałem, zmiana Podopiecznego też coś dawała.  

Krąg pierwszy: przemiana Podopiecznego 

Magdalena Bogusz, Stowarzyszenie WIOSNA: Przedstaw, proszę, swojego Podopiecznego.  

To był Artur. Chodził wtedy do 4, a potem 5 klasy. Zakończyliśmy współpracę w 2018 roku.   

Od czego zacząłeś Waszą współpracę? 

Czytałem wszystkie informacje o moim Podopiecznym od rodziców i pedagogów. Wszystkie sugerowały, że Artur ma trudności z nauką, ze skupieniem się, z pewnością siebie i jest zagrożony drugorocznością.  

Poznałeś Podopiecznego. Co robiłeś w dalszych krokach? Tworzyłeś strategię – jak wspólnie pokonacie te trudności? 

Jakiś plan był, ale się wysypał dosyć szybko. Trzeba było na bieżąco reagować. Działaliśmy ze spotkania na spotkanie, z tygodnia na tydzień. 

Teraz mogę powiedzieć, że przez klika lat bycia w Akademii poznałam wiele Dzieciaków. Jedne były takie, że zagadywały Wolontariuszy i Wolontariuszki, nie bały się niczego. Artur na pierwszych spotkaniach przez 1,5 h powiedział tylko ze trzy zdania. Lekko nie było. Kilka spotkań było potrzebnych, żebyśmy mogli porozmawiać.  

Jakie metody stosowałeś, żeby chłopiec poczuł się swobodnie? 

Mówiłem sporo o sobie. Starałem się wyciągać od niego informacje o tym, czym się interesuje. Plusem było to, że bardzo lubi piłkę nożną. Krok po kroku ta relacja się nawiązywała. Nie było w jej budowaniu, takiego jednego momentu – jak za pstryknięciem palców. Pomimo budowania relacji, za każdym razem, kiedy prosiłem go, żeby mówił mi „cześć”, on mówił „Dzień dobry”. 

Jakie jeszcze metody stosowałeś? 

Naukę przez zabawę i Indeks Sukcesów oraz pozostałe elementy, które Akademia miała do zaoferowania.

Pracowaliśmy na Indeksie Sukcesów – wpisywaliśmy tam wszystkie drobne kroki do przodu. Sukcesy jak np. pomoc mamie w domu. Pozwoliło to Arturowi zobaczyć, że coś umie. Te sukcesy odkrywane w domu, ale też w szkole, dodawały mu pewności siebie.  

Każde zajęcia zaczynaliśmy od krótkiej lekcji angielskiego, poprzez zabawę. Później wykorzystywałem Dixit do większego otwierania się i rozwijania kreatywności. Przy użyciu tych kart, tworzyliśmy własne historie. Pamiętam też, że gdy przeprowadzałem się do innego mieszkania, poprosiłem Artura o wspólne zaprojektowanie pokoju. 

Rzutki zadziałały super na naukę matematyki.  

Jak to rzutki? Chłopiec miał zadanie sumować wyniki? 

Każdy zawodnik na starcie ma 501 punktów. Dochodziło tu dodawania i odejmowanie, bo w każdej turze masz 3 rzuty. Masz pola, gdzie liczy się podwójnie lub potrójnie.  

Uczyłeś chłopca angielskiego i matematyki poprzez zabawę. Jak szybko zobaczyłeś efekty? 

Po dwóch czy trzech miesiącach, takie pierwsze namacalne efekty. Pokazywałem mu, że dobre oceny to są też sukcesy. Największą satysfakcją było przypadkowe spotkanie z jego tatą i jego zdziwienie, że syn ma takie dobre oceny z angielskiego. To była duża satysfakcja. 

Wyobrażam sobie. A jeśli miałbyś tak ogólnie powiedzieć, co było kluczem do tego sukcesu? Czy była to zabawa przez naukę? 

W moim przypadku to się sprawdziło, ale wiem, że Dzieciaki są przeróżne. U mojego drugiego Podopiecznego, taka taktyka by nie zadziałała, bo to był dwunastolatek, bardzo poważny. U niego efekty przynosiła bardziej męska rozmowa.  

Kluczem sukcesu jest dostosowanie form współpracy do indywidualnych potrzeb Dziecka? 

Tak. Kluczem jest też poznanie tego Dziecka. Ono już przychodzi do nas z bagażem doświadczeń. Wiadomo, że nie dużym w porównaniu do osoby dorosłej. Dobre poznanie swojego Podopiecznego lub Podopiecznej, to też podstawa do osiągnięcia sukcesu. Sprawdzają się też pochwały i nagrody – Niewielkie, drobne.  

A jakie nagrody przygotowywałeś? 

Pamiętam, że obiecałem Arturowi za piątkę – żelki, jego ulubione. Dla niego to była wspaniała nagroda, bardzo się z tego cieszył.  

Jakie zmiany obserwowałeś u chłopca? 

Zaczynał nabierać pewności siebie, już na samym początku współpracy. Przekonywałem go, żeby się nie bał próbować. Głównie w kontekście odzywania się na lekcjach. Zachęcałem go do zabierania głosu nawet jeśli nie ma 100% pewności, że to, co myśli jest poprawne, żeby się nie bał spróbować. Pamiętam, jak się ucieszyłem, jak zgłosił się na matematyce i dostał plusa. 

Czy jeszcze jakaś zmiana się pojawiła? 

Masz Podopiecznego, o którym wychowawca pisze, że grozi mu drugoroczność. A on kończy klasę ze średnią 4.0. Najgorsza ocena, którą ma na świadectwie to jest trójka. Z niczego nie miał dwójki, która sugerowałaby to zagrożenie. W drugim semestrze bardzo skupiliśmy się na ocenach i nie było mowy, o żadnej dwójce. W pierwszym roku 4.0, a w drugim bardzo blisko.  

Wow, gratulacje! To robi wrażenie. Co czuje Wolontariusz w takiej sytuacji? 

Satysfakcję! Dochodzi do przekonania, że jego praca i zaangażowanie ma sens. Niemniej jednak najważniejszą rzeczą jest pokonanie przez naszego Podopiecznego swoich barier i nabrania pewności siebie, która pomoże mu zarówno w szkole, jak i życiu codziennym.  

Gdzie odbywały się Wasze spotykania? 

Spotykaliśmy się w sali w szkole, jak było cieplej to wychodziliśmy na boisko. Dwa razy wyszliśmy na spotkanie w ramach Fotelu Prezesa oraz na wydarzenia kolegialne.  

O czym warto jeszcze wspomnieć, mówiąc o wolontariacie w Akademii?  

U mnie fajnie zagrała praca z Darczyńczynią. Ta Pani wspierała Artura trzy razy z rzędu. A jak zacząłem z nim zajęcia, to on był już od roku w Akademii. Jak mu przekazywałem informację od tej pani, to też mówiłem mu, że to jest osoba, która szczególnie w niego uwierzyła. Z jednej strony do niego nie docierało, że ktoś taki w niego wierzy. Z drugiej było widać, że się cieszy. Gdzieś w środku, to też go mocno podbudowywało.  

Jak często Wolontariusz Akademii kontaktuje się z Darczyńcami? 

Miałem Darczyńców, z którymi kontaktowałem się raz w miesiącu. Najczęściej telefonicznie, są też tacy Darczyńcy, którzy chcą dostać tylko maila albo tacy, co nie potrzebują informacji o Dziecku. Jednak obowiązkiem Wolontariusza jest kontaktować się z Darczyńcą i zadbanie o zbudowanie relacji. 

Refleksje Podopiecznego Artura

Krąg drugi: przemiana Wolontariusza 

Ciekawi mnie Twoja historia. Jak zaczęła się Twoja przygoda z Akademią Przyszłość? 

Zaczynałem jako Darczyńca w Szlachetnej Paczce. Chciałem jednak pomagać inaczej, dłużej. Pół roku myślałem, co zrobić, aż wysłałem zgłoszenie. Potem była rozmowa, szkolenie, wdrożenie.  

Czy wolontariat w Akademii miał jakieś powiązanie z Twoim życiem zawodowym? 

Częściowo miał, ale na pewno nie na początku. Gdy dołączałem do Akademii pracowałem w logistyce. Na początku żadnego związku to nie miało. Natomiast gdy dołączyłem do Rady Wojewódzkiej jako Koordynator ds. Logistyki, to już tak. Z pracą z Dziećmi wcześniej nie miałem do czynienia. 

Moja droga w Akademii nabrała rozpędu po pierwszej edycji. Kiedy dołączyłem do Rady Wojewódzkiej przy Akademii. Wcześniej angażowałem się na tyle, ile mogłem, w ramach kolegium. To, że zostałem Koordynatorem ds. Logistyki, wpłynęło na to, że jestem w WIOŚNIE do dzisiaj. 

Co popycha Cię na przód? 

To, że robię coś w co wierzę. To dało mi dużo motywacji do podejmowania różnych działań. W innych okolicznościach nie przypuszczałbym, że coś takiego zrobię. Jak np. bycie logistykiem i poszukiwanie sal na wdrożenia, jak podpisanie umowy użyczenia z uczelnią. Będąc w Radzie Wojewódzkiej, czułem się bardzo odpowiedzialny za całość. Poczułem, że mam wpływ. 

A czy Akademia coś zmieniła w Twoim życiu? 

Zawsze otwarcie mówiłem, że Akademia mnie zmieniła. Mam opaskę z napisem: “Akademia zmieniła moje życie”. Zmieniła mnie jako człowieka, dała mi mnóstwo znajomości i przyjaźni, dała mi związek. Śmiałem się zawsze z tego, że mężczyźni idą do Akademii, żeby znaleźć partnerkę, a ja tak nie myślałem. Teraz śmiać się z tego już nie mogę, bo faktycznie Akademia nas połączyła i tu poznałam swoją narzeczoną.  

Akademia zmieniła mnie jako człowieka. Pamiętam, jak przechodziłem na inne stanowisko pracy i robiłem testy psychologiczne. Wcześniej, przed Akademią na dużo pytań odpowiedziałbym zupełnie inaczej.  

Wow, czy ta przemiana nastąpiła w przeciągu roku? 

Tak i nie wiem, czy ta zmiana była z korzyścią dla pracodawcy (śmiech). W mojej profesji liczą się pieniądze, skuteczność i bezkompromisowość.  

Możemy jeszcze podrążyć temat Twojej przemiany? Powiedz coś więcej. 

Na pewno stałem się bardziej wrażliwy na innych. Dzięki Menadżerce Operacyjnej, czyli mojej przełożonej zacząłem dostrzegać dobre strony moich działań, zauważać swoje sukcesy, ponieważ nieustannie nas tym “katowała”. Co tydzień kazała nam wysłać swoje trzy sukcesy z ostatniego tygodnia. To było dla mnie koszmarem, ale musiałem to robić. Jednak okazało się to fantastyczną rzeczą, zarówno w Akademii, jak i życiu. Zawsze mówiła: „Jeśli nie widzimy własnych sukcesów, to jak mamy je pokazać Dzieciakom?” 

Tu widać działanie dwutorowe Akademii. Wolontariusz, Wolontariuszka rozwijają się równolegle z Dzieckiem. 

Wolontariusz, zauważając sukcesy swojego Podopiecznego lub Podopiecznej, będzie zauważał też swoje. To działa dwutorowo. Tu miałem taką wersję hard i nie miałem wyboru. Lekko nie było, ociągałem się do samego końca. Finalnie mi to pomogło, sam na tym zyskałem.  

Akademia zmieniła Twoje życie?  

Pamiętam motywującą kampanię Akademii “Co powiedziałbym sobie sprzed lat?” z Konradem Kruczkowskimi, Pauliną Mikułą i innymi blogerami. Ta kampania bardzo mnie poruszyła, bo dla mnie idealnie oddaje to, po co my działamy jako Akademia Przyszłości.  

Materiały archiwalne Akademii
Jak rozmawialiśmy wcześniej, dostałeś książkę z dedykacją od Podopiecznego. Opowiesz o tym więcej? 

Tak, dostałem książkę “Halo człowiek” Konrada Kruczkowskiego.  

Co wtedy poczułeś?

Miałem 27 lat, w 2017 roku. I mnie, dorosłego chłopa to ruszyło. Ta dedykacja dużo mi dała.  

Książka Halo Człowiek z dedykacją od Podopiecznego Artura

Ta książka z dedykacją w połączeniu z tym jak pracowała z nami Diana, Menadżerka Operacyjna to są dwie rzeczy, dzięki, którym jestem tu, gdzie jestem i dlaczego jestem tyle lat w WIOŚNIE. To była współpraca na poziomie Rady Wojewódzkiej. Trzymamy się wszyscy z tej Rady Wojewódzkiej do dzisiaj, mimo, że kilka ładnych lat minęło.  

Dzięki zaangażowaniu w Stowarzyszeniu WIOSNA, poznałem ludzi z całego kraju. Gdyby coś się działo, w każdej części Polski, kogoś bym znalazł, kto by mi pomógł w każdej chwili.  

Co jeszcze zmieniła w Tobie Akademia? 

Akademia pozwoliła mi też przełamać kilka barier w sobie. Zostanie Specjalistą ds. Wdrożeń, to przekraczanie siebie i poprowadzenie samodzielnie warsztatów dla Wolontariuszy i Wolontariuszek, przekazywanie wiedzy i doświadczeń, rozwijanie umiejętności występowania przed grupą.  

Miałeś problem z występami publicznymi? 

Nie spodziewałbym się po sobie tego, że będę takie szkolenia prowadził. W jednym roku przeszkoliłem ponad setkę ludzi, a największa grupa, którą poprowadziłem to 16 osób.  

Ile czasu zajmowała Ci praca w Akademii? 

Jako Wolontariusz-Logistyk pracowałem, w zależności od okresu, od 2 h dziennie do 1 tygodniowo. Jako Wolontariusz, pracujący z Dzieckiem 1,5 – 2 h w tygodniu. Bo to praca z Dzieckiem, ale też uzupełnienie Kart Sukcesów w systemie czy przygotowanie się do zajęć.  

Co byś powiedział przyszłym Wolontariuszom i Wolontariuszkom, żeby zachęcić ich do wzięcia udziału w tej przygodzie?  

Powiedziałbym, żeby się nie bali tej roli, żeby byli tymi osobami, które powiedzą Dzieciom to, co potrzebują usłyszeć, nawiązując do mojej ulubionej akademiowej kampanii. 

Krąg trzeci: środowisko domowe  

Piotr Krzymowski – Wolontariusz Stowarzyszenia Wiosna. Zawodowo kupiec, prywatnie amatorski biegacz i właściciel cudownego psa adoptowanego ze schroniska. Najlepiej odpoczywa męcząc się bieganiem po lasach. 

Wesprzyj Akademię Przyszłości. Przekaż 1% podatku – KRS 0000050905 Stowarzyszenie WIOSNA