8 czerwca – Światowy Dzień Oceanów 


Dziś wyruszymy w błękitną podróż z Piotrem Kilianem, Piratem Dyplomatą 

Oceany i morza nie są obojętne małym obywatelom_kom świata. W zgłoszeniach Dzieci do Akademii Przyszłości pojawia się troska o ich czystość, a także niepokój o bezpieczeństwo wodnych zwierząt. Dzieci mimo swojego wieku, a także odległości, jaka często dzieli ich miejsce zamieszkania od morza, mogą urzeczywistniać swoje ekologiczne marzenia. Jak to zrobić, podpowiada Piotr Kilian, podróżnik, pirat, dyplomata, który również podzielił się swoimi historiami z wypraw przez wielkie błękity oceanów. Zachęcamy Opiekunów_ki Dzieci do przekazania im tej inspirującej opowieści.   

Inne marzenia Dzieci: https://akademiaprzyszlosci.org.pl/blog/miedzynarodowy-dzien-ziemi/ 

Jak urzeczywistnić te marzenia?  

Odpowiada Piotr Kilian, Pirat Dyplomata:  

Słyszałem kiedyś historię, że na wybrzeżu znaleziono martwego wieloryba. Zastanawiano się, dlaczego tak skończył i dopiero po rozcięciu jego brzucha, odkryto, że połknął kilka tysięcy plastikowych słomek do napojów. 

Co można zrobić, żeby żaden inny wieloryb nie musiał tak cierpieć? Wystarczy kupić słomkę wielokrotnego użytku (z metalu lub papieru), albo jeszcze lepiej: pić napoje bez słomki!  

Czasami w turystycznych miejscach ludzie wrzucają do wody drobne monety, co według legend ma przynosić szczęście. Nie wiedzą jednak, że to również niesie za sobą ogromne konsekwencje! Za smutny przykład może służyć pewna foka, która połknęła ponad 1000 takich monet! (pomyślcie, ile to musiało ważyć!) 

Tutaj również możemy znaleźć łatwe rozwiązanie: nie wrzucać pieniędzy do wody. 

Każdy z nas może mieć wpływ na nasze wspólne oceany, robiąc jedne rzeczy, a przed innymi się powstrzymując. Przypominajmy więc sobie i innym o takich prostych czynnościach każdego dnia. 

Nasz dom – „Błękitna Planeta” 

Oceany. To przez nie Ziemia nazwana jest „Błękitną Planetą”. Zajmują prawie 3/4 powierzchni naszego globu, są domem dla ogromnej liczby organizmów, a także źródłem pożywienia dla milionów ludzi na całym świecie. Zdaniem niektórych naukowców, życie na lądzie pojawiło się na skutek ewolucji morskich istot, które po prostu wyszły z wody. To samo życie może zniknąć, jeśli lodowce stopnieją i poziom wody podniesie się o kilka metrów!  

Tym krótkim wstępem chciałem Wam, drodzy Łowcy Przygód, pokazać, jak ważne są oceany, chociaż na co dzień nie myślimy o tym, jak te wielkie masy wody wpływają na nasze życie – napisał Piotr Kilian.  

Zdj.z arch. Pirata Dyplomaty 

Cała naprzód! Ahoj przygodo!   opowieść Pirata Dyplomaty 

Dotychczas miałem okazję na własnej skórze poczuć ogrom dwóch spośród pięciu oceanów. W lato 2020 roku, żądza przygód pognała mnie na zachodnie wybrzeże Meksyku, gdzie uczyłem się surfować na wodach Oceanu Spokojnego – największego na świecie. Nieco wcześniej, jesienią 2019 roku, miałem przyjemność przepłynąć żaglówką Ocean Atlantycki, z Afryki aż na Karaiby. O tym będzie ta krótka opowieść, więc radzę usiąść wygodnie. Czas na podróż w czasie i przestrzeni! Cała naprzód! Ahoj przygodo!   

Zaczęło się to wszystko bardzo niepozornie: będąc małym chłopcem, mieszkałem na wsi w górach i z morzem miałem niewiele wspólnego, bo chyba tylko wakacje. Moją wyobraźnię rozbudzały natomiast książki (m. in.: Wyspa Skarbów, Tajemnicza Wyspa, 20 000 mil podmorskiej żeglugi) i filmy (kultowi Piraci z Karaibów). Gdybym wtedy wiedział, jaki los zapisano mi w gwiazdach, bardziej przykładałbym się na lekcjach geografii i języków obcych…  Przez młody wiek i brak pieniędzy nie miałem wtedy możliwości odbycia wyprawy za ocean. Właściwie to nie wiedziałbym wtedy nawet, w którą stronę wyruszyć! 

Na wszystko przychodzi odpowiedni czas 

Na wszystko jednak jest odpowiedni czas w życiu! Mój nastąpił, gdy miałem 23 lata. To wtedy ruszyłem w swoją pierwszą podróż. W przerwie między studiami, znalazłem wakacyjną pracę, oszczędzałem każdy grosz i po kilku miesiącach nabyłem bilety na Jamajkę – wyspę na Morzu Karaibskim. Poleciałem tam sam, bez doświadczenia podróżniczego i ze słabą znajomością języka angielskiego, ale od tego wszystko się zaczęło. Wracając samolotem do domu, widziałem w dole bezkresny ogrom Oceanu Atlantyckiego, zupełnie nieświadomy tego, że za kilka miesięcy przyjdzie mi go przepłynąć!  

Zdj. z arch. Pirata Dyplomaty

Włócząc się po Polsce, wylądowałem na Mazurach… 

Po powrocie z Jamajki, zastanawiałem się, co dalej z moim podróżniczym życiem. Włócząc się po Polsce, wylądowałem pewnego dnia na Mazurach, gdzie dostałem propozycję przepłynięcia Atlantyku żaglówką! Oczywiście zgodziłem się bez wahania!  

Czas obaw przyszedł nieco później, bo ciężko wyobrazić sobie tak wielkie przedsięwzięcie, jakim jest rejs przez kilka tygodni.  

Zdj. z arch. Pirata Dyplomaty
Zdj. z arch. Pirata Dyplomaty

Przez Atlantyk żaglówką 

Nasza załoga liczyła łącznie pięć osób: Kapitana Piotra „Wronę”, Pierwszego Oficera Tomka, Magdę (dziewczynę Tomka, która również świetnie znała się na żegludze), Alix (dziewczynę z Francji, którą wzięliśmy na pokład na wyspie Sao Vincente w afrykańskim państwie Republika Zielonego Przylądka) oraz mnie – górala bez doświadczenia, który wcześniej pływał tylko przez tydzień po jeziorze Ukiel, obok Olsztyna.   

Zaczęło się od ogromnych zakupów spożywczych: kupiliśmy jedzenia na jakieś dwa-trzy tygodnie. Nie wiedzieliśmy do końca, jak długo popłyniemy, bo zależne to było  od wiatrów i fal. Niewiadomych było jednak więcej. Nie wiedziałem nawet, czy mam chorobę morską, bo nie dane było mi to wcześniej sprawdzić.  

Codzienność na statku 

Codzienność na statku jest znośna, o ile do niej przywykniemy. Leżąc na koi (łóżko na statku) ma się wrażenie, że cały świat się buja. Dzień składa się z tzw. wart, czyli momentów, kiedy jesteśmy wyznaczani do spełniania obowiązków członka załogi. Czasami trzeba było wstawać w środku nocy, bo przypadała twoja kolej na pilnowanie statku.   

Najtrudniejszym elementem rejsu była jednak świadomość, że jesteśmy zdani tylko na siebie. Gdzie spojrzeć, dookoła otaczała nas woda, która na horyzoncie zlewała się z niebem. Miało się wtedy wrażenie, że świat zdominowany jest przez jeden kolor i jego odcienie. W zasięgu wzroku nie znajdowała się żadna inna jednostka pływająca, która mogłaby nam przypłynąć z pomocą. Ta myśl nie dawała mi spokoju, a jednocześnie motywowała do walki ze wzburzonymi falami, gdy nadciągnął sztorm… 

Niemniej, większość rejsu upłynęła spokojnie. Nauczyłem się wielu żeglarskich sztuczek, w kambuzie (kuchni pokładowej) piekliśmy chleb, a w wolnych chwilach graliśmy w karty. 

Odetchnąłem z ulgą, gdy moje stopy znalazły się na stałym lądzie. Po powrocie do domu wszystko się zmieniło: od tej wyprawy ludzie zaczęli nazywać mnie podróżnikiem, a ja sam wiedziałem już, co chcę robić w życiu! 

Do zobaczenia! 

Nie sposób opisać tutaj wszystkich emocji, zapierających dech w piersiach miejsc i wspaniałych ludzi, towarzyszących mi w podróżach. Pozostaje mieć nadzieję, że pewnego dnia, siądziemy w długi, zimowy wieczór w fotelach, z kubkiem czegoś ciepłego i dane będzie mi dokończyć te opowieści!   

Cała naprzód! Ahoj przygodo! 

Zdj. z arch. Pirata Dyplomaty: Finisterra (z hiszp. “Koniec Ziemi”) – miasto leżące u wybrzeży Oceanu Atlantyckiego. Do wyprawy Krzysztofa Kolumba wierzono, że tutaj właśnie kończy się świat, a dalej jest tylko woda i mgła. 
Zdj. z arch. Pirata Dyplomaty: Puerto Escondido (z hiszp. “Ukryty Port”) – to tutaj, na południu Meksyku, fale największego oceanu świata stwarzają idealne warunki do organizowania Mistrzostw Świata w Surfingu.   

Pirat Dyplomata (właściwie: Piotrek Kilian) – góral z Beskidów, który przypadkiem został piratem z Karaibów. Potrafi przepłynąć ocean żaglówką, wyjść z domu mając 300 € i dotrzeć do Meksyku, żeby zbierać materiały do książki, a ostatnio jako jedyny w historii przeszedł zimą tam i z powrotem najdzikszy szlak długodystansowy w Polsce (900 km wzdłuż granicy z Ukrainą i Słowacją). Założył dwa stowarzyszenia, wydał kilka tomików poezji, jest dyrektorem jednego z największych górskich festiwali podróżniczych w kraju i nie zamierza się zatrzymywać! Aktualnie trenuje przed przejściem Narodowego Szlaku Izraelskiego (1045 km; październik-grudzień), pobiciem rekordu przejścia polskich gór zimą (jakieś 1200 km; styczeń-luty 2023) i wyprawą na Grenlandię (marzec 2023).  



To również Cię zainteresuje: