„Akademia nie jest jeszcze tak dobrze znana, jak powinna” – wywiad z Mamą Podopiecznej Akademii Przyszłości
Anastazja była zdolna, uważna i pełna pasji – ale często wolała stać z boku. Nie zgłaszała się do odpowiedzi, rezygnowała z konkursów, unikała wystąpień. Dopiero w Akademii Przyszłości uwierzyła, że ma dużo do powiedzenia. Dziś – po trzech latach udziału w programie – mama z uśmiechem opowiada o 11-letniej córce, która coraz częściej mówi: „Ja spróbuję”. „Gdyby więcej Rodziców wiedziało, jak to wygląda w praktyce, myślę, że byłaby kolejka do Akademii” – podsumowuje Mama Anastazji.
Akademia Przyszłości pomaga Dzieciom uwierzyć w siebie – wszystko dzięki indywidualnej relacji z Wolontariuszem lub Wolontariuszką. Ważnym uzupełnieniem są również wydarzenia grupowe Akademii, które pozwalają Dzieciom doświadczać współpracy, relacji z rówieśnikami i radości działania w większej społeczności.
W przypadku Anastazji kluczowe okazało się to, że przez trzy lata mogła doświadczać wielu małych sukcesów – zarówno w relacji jeden na jeden, jak i podczas aktywności grupowych (klub filmowy, wieczór planszówkowy). Z czasem zaczęła coraz częściej się zgłaszać, podejmować inicjatywę, próbować nowych rzeczy i coraz odważniej mówić: „Spróbuję”.

W skrócie
- Akademia Przyszłości pomaga Dzieciom budować pewność siebie dzięki indywidualnej relacji z Wolontariuszem lub Wolontariuszką.
- Zmiana nie dzieje się od razu – rodzi się z małych sukcesów, regularnych spotkań i poczucia, że ktoś naprawdę wierzy w Dziecko.
- Wydarzenia grupowe Akademii uczą współpracy, pomagają nawiązywać relacje i dodają odwagi do działania.
- Rodzice dostrzegają efekty również poza Akademią – Dzieci stają się bardziej samodzielne, częściej podejmują inicjatywę i chętniej próbują nowych rzeczy.
Spis treści
Kilka słów o Anastazji
Magdalena Bogusz, Akademia Przyszłości: Jak opisałaby Pani swoje Dziecko w kilku słowach?
Mama Anastazji: Jest otwarta, radosna, uśmiechnięta. Raczej takie właśnie pozytywnie nastawione Dziecko. Czasem troszkę speszona, wycofana, a to już się poprawia.
Co lubi robić w wolnym czasie?
W większości czyta książki. Czasem gra na telefonie i komputerze, ale zazwyczaj jest to jednak czytanie, wyjścia na zewnątrz. Sport. Chodzi na zajęcia dodatkowe z basenu i tenisa stołowego. Bardzo lubi zwierzęta, najbardziej interesuje się kotami. Lubi manualne prace jak tworzenie bransoletek. Różne działania typu DIY czy jakieś wyklejanie z kryształków, więc też taka ręczna praca bardzo jej się podoba.
Z jakimi trudnościami mierzyła się córka przed przystąpieniem do Akademii?
W większości to było wycofanie i nieśmiałość. I też widziałam, że często było tak, że umiałaby coś powiedzieć, umiałaby coś zrobić, mogłaby iść na konkurs, na którym zajęłaby jakieś wysokie miejsce, ale wolała nie iść, bo nie była na tyle śmiała. Często wstydziła się i przez to czasem coś jej uciekało, czy lepsza ocena czy satysfakcja.
A czy były jeszcze jakieś konkretne sytuacje w szkole, które pokazywały niepewność Anastazji?
We wcześniejszych klasach często było tak, że Anastazja miała bardzo mało dodatkowych ocen za aktywność. Mimo że posiadała dużą wiedzę i osiągała bardzo wysokie wyniki w nauce, to przy ocenach za zgłaszanie się czy aktywny udział w lekcji widać było, że niechętnie się angażuje.
Podobnie było przy różnego rodzaju występach – wychodziła z założenia, że może pozostać w tle. Nie czuła potrzeby wychodzenia na pierwszy plan, raczej trzymała się z boku.
Z perspektywy Mamy Anastazji
Co w tym czasie było dla Pani jako Mamy najtrudniejsze? Co budziło największe obawy lub emocje?
Widząc, że Anastazja mogłaby brać udział w różnych konkursach czy aktywnościach, miałam świadomość, że mogłoby jej to przynieść satysfakcję, ale też nagrody i poczucie sukcesu. Niestety, brak wiary w siebie sprawiał, że często z tego rezygnowała.
Zdarzało się więc, że obserwowała, jak Koleżanki otrzymują nagrody albo angażują się w różne działania, na które ona sama też miała ochotę. Z jednej strony chciała spróbować, a z drugiej – pojawiał się wstyd i obawa przed wystąpieniem, na przykład w roli głównej w przedstawieniu.
W jaki sposób w Waszym życiu pojawiła się Akademia Przyszłości?
O Akademii dowiedziałam się od Nauczycielki. Zrozumiałam, że co roku wybierane są Dzieci, u których dostrzega się potencjał do udziału w programie – takie, które mogą potrzebować wsparcia w budowaniu pewności siebie. Wskazała, że widziałaby w tym również Anastazję. Potem przesłała link do zgłoszenia. Wypełniłam formularz i tak to się zaczęło. Później dowiedziałam się jeszcze, że inne Dziecko ze szkoły również bierze udział w Akademii, więc dopytałam o to także inną Mamę.
Co Panią przekonało do tego programu społecznego?
Impulsem było to, że jedna z koleżanek z klasy była już w Akademii. Ale tak naprawdę najważniejsza była dla mnie rozmowa z Nauczycielką. To było dla mnie wystarczające.
Dodatkowo wiedziałam, że liczba miejsc jest ograniczona, a skoro padła sugestia, żeby zgłosić właśnie moje Dziecko, to pomyślałam, że to może być dobra okazja, z której warto skorzystać. Miałam takie poczucie, że trafia się coś wartościowego i niekoniecznie dostępnego dla wszystkich, więc dobrze byłoby tego nie przegapić. Właśnie w ten sposób podjęłam decyzję – trochę intuicyjnie, ale z przekonaniem, że to może być dla mojego Dziecka coś naprawdę dobrego.
Relacja Anastazji z Wolontariuszkami
Jak wyglądało pierwsze spotkania Anastazji z Wolontariuszką?
To było dla niej coś nowego i naturalnie pojawił się stres. Jeszcze przed Inauguracją (przyp. red. uroczyste rozpoczęcie nowej edycji Akademii w każdym województwie) Wolontariuszka skontaktowała się ze mną, więc miałam okazję ją poznać. Dzięki temu mogłam wcześniej przygotować Anastazję – opowiedziałam jej, jaka to osoba, że jest bardzo miła, młoda i sympatyczna. Starałam się ją pozytywnie nastawić, mówiąc, że na pewno znajdą wspólne tematy i że to będzie dla niej coś fajnego. Pierwsze spotkanie odbyło się podczas Inauguracji. Na początku Anastazja była trochę speszona i nieśmiała, ale z każdą chwilą widać było, że zaczyna się otwierać i coraz bardziej interesować tym, co się dzieje. A potem już poszło naturalnie – kolejne spotkania przebiegały coraz swobodniej.
Anastazja jest już trzeci rok w Akademii. W tym czasie miała kilka Wolontariuszek. Czy zauważyła Pani jakieś zmiany u córki po pracy z poszczególnymi Wolontariuszkami? A może któraś z nich szczególnie przypadła Anastazji do gustu i w jaki sposób wyrażała swoje odczucia wobec tych relacji?
Trudno wskazać jedną, najbardziej szczególną Wolontariuszkę – właściwie każda była dla nas ważna. Każda relacja wyglądała trochę inaczej, ale łączyło je jedno: zaangażowanie, szczere zainteresowanie i szukanie wspólnego języka oraz pasji. Za każdym razem było to wartościowe doświadczenie.
Kiedy zbliżał się koniec roku i mówiłam córce, że dana Wolontariuszka nie będzie już mogła się z nią spotykać, pojawiał się smutek: „Szkoda, bo ją lubiłam… nie wiem, czy kolejna będzie taka fajna”. Ale później okazywało się, że następna też jest świetna i znów budowała się piękna relacja. Widziałam, że wszystkie Wolontariuszki naprawdę się angażowały.
Poza spotkaniami w klasie są też dodatkowe wyjścia, które bardzo dużo dają. To nie tylko rozmowy czy wspólne gry – na przykład w najbliższą sobotę córka idzie z Wolontariuszką do schroniska. To dla niej coś wyjątkowego i bardzo się na to cieszy. Kiedy Anastazja ma okazję robić coś związanego z tym, co lubi – a bardzo lubi koty, psy i zwierzęta w ogóle – od razu widać jej podekscytowanie. Była już dwa razy w kociej kawiarni, innym razem wybrała się z Wolontariuszką do parku szachowego – więc naprawdę korzystały z tych możliwości.
Zdarzało się, że jakieś zajęcia były odwołane przez Wolontariuszkę, więc później podczas odrabiania tych zajęć miały więcej czasu do wykorzystania – na przykład dwie godziny zamiast jednej. I wtedy nie siedziały w klasie, tylko wychodziły razem, zwłaszcza jeśli dopisywała pogoda. (przyp. red. Wolontariusz za zgodą Rodzica może wyjść z Dzieckiem poza szkołę). To było bardzo wartościowe, bo choć nie działo się to co tydzień, to takie wyjścia co jakiś czas naprawdę robiły różnicę. Czasem wystarczyło nawet wziąć koc i pójść do parku, posiedzieć, porozmawiać – i to już było coś innego niż siedzenie w ławce. Nawet jeśli w klasie robią ciekawe rzeczy, to jednak zmiana otoczenia, wyjście do parku, do kociej kawiarni czy w inne miejsce sprawia, że te spotkania są jeszcze bardziej wyjątkowe.
Czy Wolontariuszki inspirowały Anastazję do próbowania nowych rzeczy? I czy chętnie opowiadała o tych spotkaniach w domu?
Nie powiedziałabym, że bezpośrednio inspirowały ją do zupełnie nowych zainteresowań. Bardziej wyglądało to tak, że wspólnie szukały tego, co już ją ciekawi. Wolontariuszki uważnie obserwowały, gdzie jest to „wspólne pole” i dostosowywały się do niej. Dzięki temu Anastazja była bardziej zaangażowana, otwarta i chętna do działania.
Na przykład wyjście do kociej kawiarni było odpowiedzią na jej miłość do kotów, a rozmowy o książkach czy inne aktywności wynikały z tego, co ją naturalnie interesuje. To było bardzo wspierające podejście – wychodzące od Dziecka i jego potrzeb.
Zmiany w Dziewczynce – klub filmowy, biblioteka
Czy Anastazja brała udział w większych wydarzeniach organizowanych przez Akademię – takich, w których uczestniczy kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt Dzieci z różnych szkół?
Tak. Jedną z takich inicjatyw, które bardzo lubi, jest klub filmowy. Dzieci spotykają się w jednej ze szkół, gdzie wspólnie oglądają filmy na dużym ekranie. Zwykle bierze w tym udział około 10–15 osób. To nie są tylko seanse. Po filmie jest też czas na rozmowę i wymianę wrażeń.
Mniej więcej raz na dwa miesiące wychodzą do kina. Na przykład ostatnio Dzieci oglądały „Mój brat niedźwiedź”, a potem rozmawiały o filmie. Dodatkowo dostają nawet swoje „pieczątki” za udział, co jest dla nich fajną motywacją.

Wydaje się, że taki klub dyskusyjny ma również bardzo pozytywny wpływ na wiarę w siebie – daje przestrzeń do tego, żeby Dziecko mogło się otwierać i coraz swobodniej wyrażać swoje zdanie, bez obaw czy skrępowania.
Dokładnie. Anastazja działa w grupie, a nie tylko w relacji jeden na jeden z Wolontariuszką, więc to zupełnie inne doświadczenie. Trzeba się otworzyć, włączyć w rozmowę, zabrać głos – zwłaszcza podczas takich spotkań jak klub dyskusyjny. I właśnie tutaj widać było największą zmianę.
Pamiętam, jak po jednym ze spotkań usłyszałam od Wolontariuszki, że Anastazja była bardzo aktywna – „nie zamykała buzi”, cały czas się udzielała, rozmawiała, była zaangażowana. To było dla niej coś nowego i bardzo budującego. Czasem ja sama nie dostrzegam tych zmian tak wyraźnie na co dzień, ale osoby, które obserwują Dzieci w grupie, widzą, jak rozwijają się ich kompetencje społeczne i pewność siebie.
Dużym atutem są też inne aktywności grupowe, jak chociażby wieczory planszówek. Odbywają się mniej więcej raz w miesiącu w przyjaznym miejscu, gdzie Dzieci mogą wspólnie spędzić czas i korzystać z dostępnych gier. To luźna, swobodna przestrzeń do bycia razem, rozmów i budowania relacji.
Za każdym razem dostajemy informację mailową z Akademii, że można się zapisać na spotkanie. Widzę, że te regularne aktywności ją otwierają i pomagają odnaleźć się w grupie.
Jak czuje się Anastazja na tych spotkaniach?
Duże znaczenie ma dla niej obecność jej Wolontariuszki. Często pyta: „Czy będzie moja Wolontariuszka?”. Oczywiście na takich wydarzeniach pojawiają się też inni Wolontariusze i Wolontariuszki, którzy wspierają organizację, ale dla niej najważniejsze jest to, żeby była ta „jej” osoba.
Te spotkania – czy to planszówki, czy klub dyskusyjny – naprawdę bardzo jej się podobają. To kilka godzin wspólnego grania, rozmów i bycia razem. Do tego dochodzą też inne wydarzenia, jak na przykład wizyta w muzeum LEGO. To sprawia, że te spotkania nie są tylko „zajęciami”, ale stają się dla Dzieci czymś naprawdę atrakcyjnym – pełnym ciekawych doświadczeń.
Ważne jest też to, że Anastazja sama chce w tym uczestniczyć. Są Dzieci, które nie czują się dobrze w dużych grupach.
Ona uwielbia te wyjścia. Korzystamy właściwie ze wszystkich możliwości – były już wyjścia na kręgle, na ściankę wspinaczkową, naprawdę sporo się dzieje.
Co ważne, na zajęciach takich jak klub dyskusyjny czy wieczory planszówek zaczyna już rozpoznawać inne Dzieci, więc czuje się coraz pewniej. To nie jest tak, że trafia w zupełnie obce środowisko – ma już swoje punkty odniesienia. Często też nie uczestniczę w tych spotkaniach, zostawiam ją samą, więc uczy się odnajdywać w grupie i budować relacje samodzielnie. I widzę, że radzi sobie z tym coraz lepiej.
Czy jeszcze jakieś inne zmiany dostrzega Pani w zachowaniu Anastazji oraz w jej podejściu do codziennych sytuacji – takich jak szkoła, obowiązki czy podejmowanie nowych wyzwań? Czy widzi Pani różnicę w tym, jak radzi sobie dziś w porównaniu do wcześniejszych lat?
Anastazja coraz bardziej się otwiera i w wielu sytuacjach jest pewniejsza siebie.
Kiedyś była dla mnie po prostu spokojnym Dzieckiem – kiedy wychodziła na plac zabaw czy spotykała się z koleżanką, nie sprawiała wrażenia zamkniętej. Dopiero z perspektywy czasu, tych już prawie trzech lat, widzę, jak wiele się zmieniło. Jest bardziej samodzielna, chętniej podejmuje inicjatywę, mniej stresuje się nowymi sytuacjami.
Teraz na przykład sama chodzi do sklepu czy do szkoły – dojeżdża tramwajem, co jeszcze jakiś czas temu było dla niej dużym wyzwaniem. Oczywiście zdarzały się trudniejsze momenty – jak wtedy, gdy przejechała przystanek i zadzwoniła, że nie wie, gdzie jest. Ale właśnie takie sytuacje też ją uczą i wzmacniają.
Ważne jest dla mnie to, że wszystko odbywało się stopniowo. Nie było tak, że nagle została rzucona na głęboką wodę. Najpierw odprowadzałam ją do tramwaju, potem tylko kawałek, aż w końcu zaczęła radzić sobie sama. I widzę, że z każdym krokiem nabiera coraz większej pewności siebie.
Dobrze byłoby powiedzieć, że stała się po prostu bardziej otwarta, ale chyba jeszcze trafniej – bardziej pewna siebie w sytuacjach, w których trzeba sobie poradzić. Na przykład wtedy, gdy trzeba o coś zapytać w szkole, wyjść poza schemat, zrobić coś, co nie jest oczywiste. Kiedyś było to dla niej dużo trudniejsze, a teraz potrafi podejść do Nauczycielki i zapytać, nawet jeśli to wymaga odwagi.
Biblioteka – nowa znajomość
Widzę też zmianę w codziennych, drobnych sytuacjach. Zaczęła sama chodzić do pobliskiej biblioteki – najpierw chodziłyśmy razem, a potem powiedziała: „Mamo, chcę iść sama”. I rzeczywiście zaczęła tam spędzać czas, czasem nawet pół godziny. Opowiadała, że rozmawia z panią bibliotekarką, że coś wspólnie omawiają, że lubi tam być. To dla mnie duża zmiana, bo kiedyś była bardziej wycofana, a teraz potrafi nawiązać relację nawet z dorosłą osobą.
Co więcej, zaczęła sama planować takie wyjścia – wiedziała, kiedy pracuje jej ulubiona pani i specjalnie wtedy chciała iść oddać książki. Bardzo mi się to podoba – to, że ma w sobie taką samodzielność, inicjatywę i że buduje własne relacje. Że nie tylko korzysta z pomocy, ale też coraz śmielej wychodzi do świata i radzi sobie w nim po swojemu.
Pani również wspiera ją w tym procesie. W jej wieku są jeszcze Dzieci, które są odprowadzane do szkoły czy do domu i wynika to z inicjatywy Rodziców.
Na początku pewne rzeczy są wygodniejsze, kiedy Dziecko ma wszystko „podane”, kiedy ktoś je prowadzi i wyręcza. Ale z drugiej strony przychodzi moment, kiedy trzeba się od tego trochę odciąć. I wtedy, jeśli wcześniej nie było okazji do samodzielności, pojawia się stres – bo nagle trzeba zrobić coś samemu, a nie ma się w tym doświadczenia.
Dlatego zależy mi na tym, żeby Anastazja była do tego przygotowywana stopniowo. Żeby uczyła się, że są sytuacje, w których trzeba sobie poradzić samodzielnie – i że jest w stanie to zrobić. Wierzę, że dzięki temu w przyszłości będzie jej po prostu łatwiej odnaleźć się w różnych nowych sytuacjach.
Przytoczyła już Pani wiele pięknych przykładów przemiany Anastazji. Czy jest jeszcze jakaś sytuacja, moment lub drobna zmiana, która szczególnie zapadła Pani w pamięci?
To było zakończenie 2. edycji Akademii, w której była córka – wtedy właśnie nagrywano też filmiki promujące Akademię. Zgodziłam się wziąć udział. Padła też propozycja, żeby nagrać coś z Dzieckiem. Na początku Anastazja była trochę niechętna i zawstydzona, ale po chwili stwierdziła, że spróbuje. Duże znaczenie miało też bardzo dobre podejście pana kamerzysty – potrafił stworzyć przyjazną, spokojną atmosferę.
Nagrano między innymi moment, w którym Anastazja biegnie z workiem z Akademii Przyszłości. Widać było, że później była z tego bardzo zadowolona. Po kilku miesiącach pokazałam jej ten filmik i była wręcz przeszczęśliwa.
Warto też dodać, że była to większa akcja – uczestniczyło w niej sporo Dzieci. Ostatecznie jednak to ona została wybrana do tego krótkiego ujęcia.
Jak już wspominałam, na początku była niepewna, ale kiedy zobaczyła, jak to wygląda, zdecydowała się spróbować. I to pokazuje zmianę – wcześniej, nawet w szkole, w znanym środowisku, czasem trudno jej było zaangażować się w występy. A tutaj było wszystko nowe: obce miejsce, nowi ludzie, kamera, pytania. Mimo to potrafiła się otworzyć, a nawet – mam wrażenie – poczuła pewien niedosyt, że to trwało tak krótko.
Akademia Przyszłości okiem Mamy
Z perspektywy Mamy – co jest dla Pani najważniejsze w Akademii Przyszłości? Co sprawia, że uznaje Pani ten program za szczególnie wartościowy dla swojego Dziecka?
To, co najbardziej mnie porusza i jednocześnie daje poczucie spokoju, to podejście Wolontariuszek do Dziecka. Widać wyraźnie, że są tam z własnej woli – nie dlatego, że muszą – i że naprawdę interesują się Dzieckiem. Już przy pierwszym kontakcie pytają o zainteresowania córki, o to, co lubi, czym się zajmuje. To nie jest powierzchowne podejście – one faktycznie chcą ją poznać i dobrze przygotować się do spotkań, wymyślają różne aktywności, angażują się także w dodatkowe wyjścia.
Dzięki temu mam poczucie, że moje Dziecko jest bezpieczne. Zawsze pojawia się też troska o takie codzienne kwestie – kto odbiera ją ze spotkania czy wróci sama.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się aż takiego zaangażowania. Dopiero kiedy zaczęłyśmy brać udział w Akademii, zobaczyłam, jak bardzo te relacje są autentyczne i oparte na trosce. Wiem, że mogę być spokojna – to wszystko odbywa się w dobrej atmosferze, sprzyja budowaniu pewności siebie i nie wiąże się z żadnym stresem czy negatywnymi sytuacjami.
Anastazja nigdy nie mówiła, że się stresuje przed zajęciami ani że nie chce na nie iść. To nigdy nie było dla niej przykrym obowiązkiem – wręcz przeciwnie, zawsze jest nastawiona pozytywnie.
Organizacyjnie też wszystko przebiega sprawnie. Staramy się tak ustawiać czas, żeby nie było niepotrzebnego czekania na spotkanie. Jeśli już zdarzy się chwila przerwy, to córka jest w świetlicy, więc nie jest pozostawiona sama sobie. Nie ma też sytuacji, żeby Wolontariuszka się spóźniała bez informacji – jeśli coś się wydarzy, na przykład choroba, zawsze jest kontakt.
Dzięki temu czuję, że współpraca z Wolontariuszkami opiera się na zaufaniu, dobrej komunikacji i wspólnym dbaniu o dobro Dziecka.
Co powiedziałaby Pani Rodzicom, których Dzieci zmagają się z podobnymi trudnościami? Jaką radę lub refleksję przekazałaby Pani z własnego doświadczenia?
Dowiedziałam się o Akademii od Nauczycielki, ale później przekazywałam tę informację dalej – trochę „pocztą pantoflową”. Pamiętam, że rozmawiałam z jedną Mamą z klasy. Jej Dziecko było bardzo zdolne, dobrze się uczyło, ale jednocześnie było trochę nieśmiałe, wycofane. Pomyślałam, że to może być dla niej dobre wsparcie, więc opowiedziałam o Akademii.
Na początku moja córka chodziła do innej szkoły, później od czwartej klasy ją zmieniłyśmy i tam, mam wrażenie, informacja o Akademii nie była już tak dobrze rozpowszechniona. Kiedy rozmawiałam z tamtą Mamą, mówiła, że w ogóle o tym nie słyszała. Opowiedziałam jej więc, jak to wygląda. Podkreślałam, że najważniejsze jest budowanie pewności siebie u Dziecka.
Opowiadam o Akademii innym Rodzicom – mam poczucie, że w ten sposób mogę się chociaż trochę odwdzięczyć za to, co my otrzymałyśmy.
Akademia nie jest jeszcze tak dobrze znana, jak powinna. Gdyby więcej Rodziców wiedziało, jak to wygląda w praktyce, myślę, że byłaby kolejka do Akademii
Tym bardziej, że to wsparcie jest bezpłatne, a bardzo wartościowe. Dziś wiele zajęć dodatkowych dla Dzieci wiąże się z kosztami, a tutaj Dziecko dostaje coś równie, a może nawet bardziej cennego – indywidualną uwagę Wolontariusza i poczucie bycia ważnym. To nie jest tylko relacja „jeden na jeden”, ale też poczucie bycia częścią większej społeczności Akademii. I widzę, że dla mojego Dziecka to ma ogromne znaczenie.
Z perspektywy Rodzica widzę jeszcze jedną bardzo istotną rzecz: Wolontariusz i Wolontariuszka podczas spotkania jest w 100% dla Dziecka. Z pełną uwagą, zaangażowaniem, ciekawością. W codziennym biegu nie zawsze jesteśmy w stanie dać to samo – wracamy zmęczeni z pracy, odkładamy rozmowy „na później”. A tutaj Dziecko ma przestrzeń, w której jest wysłuchane i zauważone.
I mam poczucie, że właśnie w tym tkwi największa siła Akademii – w tej autentycznej uważności i relacji, która buduje w Dziecku poczucie, że jest ważne.
Dziękuję za rozmowę.
Warto zapamiętać
- Pewność siebie Dziecka buduje się małymi krokami – poprzez relację, zaufanie i doświadczenie sukcesu.
- Jedna uważna osoba może pomóc Dziecku dostrzec własny potencjał.
- Regularne spotkania z Wolontariuszem lub Wolontariuszką dają Dziecku przestrzeń, w której czuje się ważne i wysłuchane.
- Akademia Przyszłości rozwija nie tylko kompetencje społeczne, ale także samodzielność i odwagę do podejmowania nowych wyzwań.
Q&A – najczęściej zadawane pytania
Akademia Przyszłości to ogólnopolski program społeczny, w którym Dziecko spotyka się regularnie z Wolontariuszem lub Wolontariuszką. Dzięki tej relacji uczy się dostrzegać swoje mocne strony, budować pewność siebie i odważniej podejmować wyzwania.
Program jest skierowany do Dzieci, które potrzebują wsparcia w budowaniu wiary we własne możliwości. Często są to Dzieci nieśmiałe, wycofane lub takie, które mają potencjał, ale nie zawsze potrafią go odkryć.
Każde Dziecko rozwija się we własnym tempie, ale wielu Rodziców obserwuje większą samodzielność, odwagę w podejmowaniu nowych wyzwań, łatwiejsze nawiązywanie relacji oraz większą pewność siebie w szkole i poza nią.
Nie. Dzieci uczestniczą również w wydarzeniach grupowych, takich jak kluby filmowe, wieczory planszówkowe, wyjścia do kina, muzeów czy na warsztaty. To okazja do budowania relacji z rówieśnikami i zdobywania nowych doświadczeń.