Redakcja Akademii Przyszłości
28 sierpnia, 2026
18 min czytania

Godzina pełnej uwagi. Ogromny zysk dla Dziecka i Rodzica – rozmowa z Tatą Podopiecznego Akademii    


„Trzy lata temu był zupełnie innym Dzieckiem” – mówi Tata Podopiecznego Akademii. Chłopiec ma cechy neuroatypowe. To oznacza, że zmaga się z trudnościami charakterystycznymi dla Dzieci z ADHD i potrzebuje więcej wsparcia w budowaniu wiary w siebie. W poniższej rozmowie jego Tata opowiada, jak widzi Akademię, dlaczego zdecydował się na udział syna w programie i co sprawia, że chłopiec wciąż chce do niej wracać. Na koniec kieruje kilka ważnych słów do osób, które rozważają zgłoszenie się do wolontariatu w tym programie społecznym.

Wolontariuszka Akademii Przyszłości i jej podopieczny chłopiec

W skrócie 

  • Chłopiec trafił do Akademii w wieku 7 lat jako Dziecko z diagnozą ADHD. 
  • Największe wyzwanie: brak wiary w siebie i umniejszanie własnych osiągnięć – mimo talentu plastycznego i licznych zdolności. 
  • Dlaczego Akademia? To przestrzeń, gdzie wzmacnia się sprawczość, pewność siebie i poczucie bycia ważnym – szczególnie istotne dla Dzieci z cechami neuroatypowymi. 
  • Efekty udziału w Akademii: więcej odwagi, zaangażowania, rozwój pasji – komiksy, szydełkowanie, zajęcia w Domu Kultury. Każdy Wolontariusz i Wolontariuszki zostawili „iskrę” – nową umiejętność lub pomysł. 
  • Największa wartość: relacja 1:1 i pełna uwaga dorosłego przez godzinę w tygodniu. Jak mówi ojciec: „To jest ogromny zysk”
  • Na pytanie, czy chłopiec chce kontynuować: odpowiada bez wahania „Tak, bardzo!” – po trzech edycjach planuje czwartą, mimo wielu innych zajęć. 
  • Do Kandydatów i Kandydatek na Wolontariuszy i Wolontaruszki: „To unikalna możliwość zobaczyć na własne oczy, jak Dziecko się zmienia – i współtworzyć tę zmianę. To daje ogromną satysfakcję”. 
Przygodnik — interaktywny komiks fantasy od Akademii Przyszłości

Przygodnik to więcej niż cyfrowy komiks. To bezpłatna, cyfrowa opowieść fantasy zaprojektowana tak, aby kształtować wrażliwość dzisiejszych 8–10-latków. Stworzyliśmy przestrzeń, która daje dziecku dokładnie to, czego pragnie – poczucie pełnej sprawczości i angażującą rozrywkę. Zagraj z Dzieckiem.

Magdalena Bogusz: Gdyby miał Pan opisać syna sprzed Akademii, czyli sprzed trzech lat – jaki on wtedy był? Z jakimi trudnościami się mierzył?

Tata Podopiecznego: To był chłopiec w drugiej klasie szkoły podstawowej – zupełnie inne Dziecko niż teraz. Teraz kończy czwartą klasę, więc różnica jest ogromna. Kiedy zaczynał Akademię, był o trzy lata młodszy – to było na przełomie siódmego i ósmego roku życia. Oprócz udziału w Akademii otrzymywał też wsparcie psychologiczne. 

 
Już w przedszkolu pojawiały się sygnały, że może się borykać z neuroatypowością, dlatego zdecydowaliśmy się na diagnozę. Okazało się, że syn ma ADHD.

Co sprawiło, że zdecydowali się Państwo zapisać syna do Akademii Przyszłości?

Pojawiła się informacja, że Dzieci mogą spotykać się z Wolontariuszami i Wolontariuszkami, którzy w trakcie tych spotkań zwracają szczególną uwagę na rozwijanie cech takich jak poczucie własnej skuteczności, poczucie sprawstwa, wiara w siebie. Czyli tych wszystkich umiejętności, które u Dzieci w ogóle – a szczególnie w okresie dorastania – są bardzo ważne i które warto wzmacniać.  

Więc jeśli jest taka możliwość, to trzeba z niej korzystać, zwłaszcza w przypadku Dzieci z neuroatypowością. One mogą mieć trudności właśnie z wiarą w siebie. Mimo że różne sygnały pokazują, że radzą sobie dobrze. Ich obraz siebie może być zniekształcony. „To nic, że pięknie rysuję, lepię z gliny, szybko biegam, pływam, śpiewam i tak dalej. To nic, że większość osób mówi, że jestem super, ja i tak w to nie wierzę”. Widzę to u swojego syna. Czasem ma takie momenty, że umniejsza sobie – obniża wartość tego, co robi. A przecież jest uzdolniony artystycznie. Wiadomo, Rodzice często widzą w pracach własnych Dzieci artyzm i doskonałość, ale syn chodzi na zajęcia do Domu Kultury, więc mogę powiedzieć, że to, co robi, naprawdę jest dobre i budzi podziw osób, które to oglądają. A mimo to za każdym razem słyszę: „Nie, to słabe. Takie sobie”, jakby celowo podcinał sobie skrzydła. 
 

Wiem, że u Dzieci z ADHD takie sytuacje czasem się zdarzają – z różnych powodów. Dodatkowo mają też sygnały z zewnątrz: „Znowu coś zgubiłeś, znowu coś zostawiłeś, przecież dziś rano jeszcze miałeś pełny piórnik…”. 

Co synowi daje Akademia?

Spotkania z Wolontariuszami różnią się od typowych szkolnych zajęć. Nie ma tu sztywnego planu ani presji, że „trzeba coś zrobić”. To przestrzeń, w której syn może realizować to, co naprawdę go interesuje. Zawsze opowiada o tych warsztatach z entuzjazmem i angażuje się w nie na sto procent, bo robi rzeczy, które sprawiają mu prawdziwą radość. 

Wiem, że niektóre Dzieci rezygnowały z Akademii, bo myślały, że to będą zajęcia stricte wspierające naukę. Ale to nie jest główna idea. To nie mają być korepetycje. Istotą jest wzmacnianie w Dzieciach poczucia siły, sprawstwa, umiejętności pokonywania problemów i bolączek związanych z samym sobą. I to się świetnie udaje. 

Czy pamięta Pan moment, w którym po raz pierwszy zauważył, że w synu zaczyna zachodzić zmiana? Co wtedy zwróciło Pana uwagę?   

Jak wspomniałem, syn nie doceniał swojej pracy. Wielokrotnie zdarzały się takie sytuacje. A czy to się zmieniło na przestrzeni tych trzech i właśnie w kontekście Wolontariuszy i Wolontariuszek? Trudno dokładnie powiedzieć, ile daje sam wolontariat. Na pewno mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że bardzo cenił sobie te spotkania. I że podczas nich mógł realizować wiele rzeczy, które go interesowały i które sprawiały mu ogromną frajdę. Na pewno też otrzymywał w 100% uwagę. Myślę, że dla wielu Dzieci taka pozytywna uwaga innych jest czymś bardzo cennym i ważnym.  

Gdybym miał wrócić myślami do tych pierwszych spotkań z panem Adamem, tak miał na imię pierwszy Wolontariusz, to była bardzo inspirująca osoba. To na przykład wspólne tworzenie komiksów było dla niego naprawdę wartościowe. Do dziś syn tworzy komiksy, nadal chodzi na zajęcia związane z komiksem.  

Czy to Wolontariusz zainspirował go do tworzenia komiksów?  

Myślę, że to była wspólna inspiracja. Ten pierwszy komiks wciąż mamy w domu. Ten wątek jest zresztą nadal kontynuowany. 

Druga Wolontariuszka to była pani Iza – bardzo cierpliwa, ciepła i życzliwa osoba. Uczyła syna robienia na szydełku, co też było inspirujące, bo on ma takie inklinacje: tu druty, tu szydełko, a to znowu jakaś grafika offestowa. Więc na szydełku również coś robił. Do dziś ma w domu szydełka i włóczki, czasem coś tworzy. To też zostało po tamtych spotkaniach. Pani Iza na pewno mu w tym nie przeszkodziła, wręcz przeciwnie – wspierała go. Robił naparstki, ćwiczył różne elementy szydełkowania. Nie znam się na tym, więc nie opiszę dokładnie, ale wiem, że to się działo podczas wolontariatu. 

Trzecia Wolontariuszka, z którą się spotykał, pani Kasia – również bardzo serdeczna, ciepła i cierpliwa. Bardzo cenię to, że każdy Wolontariusz i Wolontariuszka był otwarty na pomysły i potrzeby Dziecka. Na przykład z panią Kasią syn też rozmawiał o komiksach, wychodzili razem w różne miejsca. To były wyjścia do miejsc ważnych dla niego np. do ogrodu botanicznego. On bardzo lubi to miejsce, ma zainteresowania przyrodnicze.  

 
Każdy z Wolontariuszy i Wolontariuszek wnosił coś wartościowego. A Dzieci, z którymi oni pracują, to często Dzieci w trudniejszej sytuacji – emocjonalnie albo Dzieci z neuroatypowością czy nieśmiałe. Nie zawsze mają w swoim otoczeniu kogoś wspierającego. Więc jeśli trafiają na życzliwego Wolontariusza, Wolontariuszkę, sama relacja staje się ogromną wartością. Taka trwająca rok więź jest czymś bardzo, bardzo cennym. 

Tak. I właśnie ta obecność – o której Pan mówi – jest najważniejsza

Właśnie – życzliwa uwaga drugiej osoby. Doskonale wiemy, jakie głupoty jesteśmy w stanie zrobić, żeby inni wreszcie dali nam swoją uwagę. Wystarczy popatrzeć na Dzieci, kiedy Rodzice zajmują się czymś innym – np. są wpatrzeni w telefon – potrafią nagle dokuczać Rodzicom tylko po to, żeby Rodzic w końcu oderwał wzrok od telefonu. To takie „uwagowe” zachowanie: „Tato, spójrz na mnie wreszcie” albo „Mamo, odłóż telefon i zajmij się mną”. 

Podobnie jest w innych relacjach – bardzo często chcemy uwagi. Więc jeśli ktoś daje ją w dobry sposób, to jest naprawdę coś ważnego. 

Czy pamięta Pan jakiś sukces z Indeksu Sukcesów, który szczególnie zrobił na Panu wrażenie? (przyp. red. Indeks Sukcesów to papierowa książeczka, do której Dziecko z pomocą Wolontariusza lub Wolontariuszki zapisuje swoje małe – wielkie sukcesy) 

Tak. To były niewielkie sprawy – ale bardzo ważne. Cieszą mnie nawet takie drobne kroki, bo one mają ogromne znaczenie. Ogromne sukcesy są rzadkie i często wyglądają jak przypadek. Na przykład: Dziecko, które nie radzi sobie z jakimś przedmiotem, np. matematyką. Większość z nas zna to uczucie. Wyobraźmy sobie, że nagle uda nam się rozwiązać bardzo trudne zadanie przy tablicy. Pomyślimy: „To tylko fuks”. Inni też tak powiedzą. I na tym się kończy. 

Ale jeśli osiągamy coś małymi krokami – systematycznie – to daje prawdziwe poczucie sprawstwa i siły. Więc jeśli to są małe sukcesy typu: „Zbudowaliśmy wspólnie wieżę z klocków”, „Porozmawialiśmy o tym, że warto mówić: dziękuję” albo „Dostrzeżenie, że szklanka może być do połowy pełna” – to są ogromne rzeczy. Niektóre Dzieci, ze względu na swoje doświadczenia, nawet nie wiedzą, że ta szklanka w ogóle istnieje. Serio – trudno to sobie wyobrazić, ale takie sytuacje są realne. 

Często te Dzieci są pomijane, mają trudne doświadczenia. A gdy w Indeksie pojawiają się te małe sukcesy i kiedy podsumujemy je po roku, okazuje się, że dzięki nim powstaje pozytywna historia. Dziecko zaczyna bardziej ufać sobie: „Udało mi się. Potrafię”. Dlatego z ogromną przyjemnością czytałem te wpisy – bo dotyczą codziennych, małych spraw. A przecież to jest najważniejsze: dobrze funkcjonować w codzienności. 

Co chciałby Pan przekazać Wolontariuszkom i Wolontariuszowi, którzy towarzyszyli synowi podczas spotkań? 

 
Pozdrowiłbym ich wszystkich i bardzo podziękował w imieniu mojego Dziecka i swoim własnym – za serce, czas i energię. Czujemy ogromną wdzięczność za to, że była osoba, która przez cały rok, z własnej woli, przychodziła spotykać się z naszym Dzieckiem i dawała mu serce. To jest coś niezwykłego. To naprawdę bardzo, bardzo cenne. 

Jaką radę dałby Pan Rodzicom Dzieci z podobnymi trudnościami, którzy rozważają udział w Akademii?  

Powiedziałbym: śmiało! Warto spróbować. Ale trzeba wiedzieć, do czego ta Akademia służy. To nie są dodatkowe zajęcia, a Wolontariusz albo Wolontariuszka nie będą rozwiązywać zadań ani prowadzić korepetycji. To ktoś, kto będzie wspierał Dziecko w rozwoju społecznym, emocjonalnym – a nie w odrabianiu lekcji. Można powiedzieć, że to taki opiekun – nie chcę mówić „przyjaciel”, ale z pewnością pojawia się pozytywna relacja. 

Trudno wyobrazić sobie, żeby Dziecko chciało co tydzień chodzić na spotkania bez tej więzi. W przypadku mojego syna relacja była – i nadal jest – bardzo pozytywna. 

Jeśli miałbym powiedzieć Rodzicom, dlaczego warto: przez godzinę w tygodniu ktoś koncentruje swoją uwagę tylko na ich Dziecku. I to jest ogromny zysk

Co chciałby Pan powiedzieć osobom, które myślą o wolontariacie w Akademii Przyszłości, ale wciąż się wahają? Dlaczego ich obecność może być tak ważna dla Dziecka, takiego jak pana syn? 

 
Na pewno to, że można wejść w relację z drugą osobą – i że ta relacja nie jest w żaden sposób koloryzowana. Ona jest szczera i to jest bardzo istotne. Możemy być w takim autentycznym układzie. 

Po drugie, możemy uczyć się, jak być z drugą osobą, żeby jej towarzyszyć. Wie pani, to są często wyświechtane opisy w poradnikach: „towarzysz Dziecku w rozwoju” i tak dalej. Brzmi świetnie, ale kiedy ma się czas i zasoby. A co w sytuacji, kiedy ktoś wraca po 8 godzinach pracy? Wtedy wygląda to zupełnie inaczej. 

Tutaj natomiast pojawia się praktyka. Ktoś naprawdę towarzyszy Dziecku przez rok. To jest cenna rzecz – możemy to obserwować, a nawet współtworzyć z młodym człowiekiem. I jeszcze coś bardzo wartościowego: możliwość obserwowania przez rok, jak Dziecko się rozwija, jak się zmienia. To jest ogromnie satysfakcjonujące, ale wiąże się też z olbrzymią odpowiedzialnością. Czy Wolontariusz/Wolontariuszka jest w stanie przez cały rok uczestniczyć w zajęciach, przychodzić…, bo po drugiej stronie jest Dziecko, które będzie czekać. Te Dzieci nie mogą czuć się porzucone, bo Wolontariusz nie przyszedł i z jakichś powodów nie poinformował o odwołaniu zajęć lub – co gorsza – o rezygnacji z wolontariatu. 

Jestem Rodzicem zaangażowanym w to, co dzieje się z uczniami i uczennicami w klasie mojego syna. Towarzyszę w różnych wyjściach, akcjach, więc od pierwszej klasy obserwuję, jak Dzieci się zmieniają, jak uczą się rozmawiać, jak wchodzą w interakcje. To daje radość. I Wolontariusz czy Wolontariuszka mogą czerpać taką satysfakcję – patrząc, jak Dziecko rozwija się w ciągu roku

Czy to jest cenne dla wszystkich? Różne są motywacje. Ale dla osób, które chcą pomagać drugiemu człowiekowi, to będzie bardzo wartościowe. 

Czy syn chciałby dalej uczestniczyć w Akademii? 

Za każdym razem, gdy kończymy rok (a to już trzecia edycja, w której uczestniczymy), pytam syna: „Chcesz w następnym roku?”. On zawsze odpowiada: „Tak, bardzo!”. To dla mnie jasny znak. W klasie piątej obowiązków jest więcej, do tego dochodzą zajęcia dodatkowe. Dzieci z ADHD mają ogromny poziom energii – od rana do wieczora w ruchu. Dla Rodzica to bywa męczące, więc organizujemy mu zajęcia: w Domu Kultury, różne kreatywne aktywności. Akademia Przyszłości jest dla niego czymś ważnym – skoro po raz czwarty chce w niej uczestniczyć.

Bardzo dziękuję za rozmowę.  

Podsumowanie: 

  • Akademia Przyszłości to nie korepetycje – jej celem jest wzmocnienie poczucia wartości Dziecka, rozwijanie sprawczości i odwagi, by mierzyć się z wyzwaniami. 
  • Relacja jest fundamentem Programu – godzina pełnej uwagi dorosłego w tygodniu potrafi realnie zmienić sposób, w jaki Dziecko patrzy na siebie. 
  • Chłopiec zyskał nowe pasje – od komiksów po szydełkowanie – dzięki inspiracjom wniesionym przez Wolontariusza i Wolontariuszki. Każdy zostawił trwały ślad. 
  • Indeks Sukcesów pokazuje moc małych kroków – to one budują w Dzieciach pewność: „Udało mi się. Potrafię”. 
  • Jego Tata podkreśla: największą wartością Akademii jest szczera, zaangażowana obecność Wolontariusza i Wolontariuszek-i ich otwartość na Dziecko. 
  • Najlepszym dowodem skuteczności jest to, że chłopiec – mimo większych obowiązków – po trzech latach wciąż chce kontynuować spotkania. 

Poznaj inną historię: Dominiki – Wolontariuszki Akademii – i jej Podopiecznego z ADHD. Sprawdź, jakie sposoby pomogły im zbudować dobrą relację i wspólnie pokonywać trudności: Nadpobudliwość psychoruchowa – jak pracować z Dzieckiem z ADHD?

Czy Akademia Przyszłości to korepetycje?

Nie. Akademia skupia się na budowaniu pewności siebie, poczucia sprawczości i mocnych stron Dziecka, a nie na nadrabianiu materiału szkolnego. 

Jaką rolę pełni Wolontariusz i Wolontariuszki? 

Towarzyszy Dziecku podczas indywidualnych spotkań, buduje z nim relację, wzmacnia jego potencjał i pomaga dostrzegać małe sukcesy. 

Jakie Dzieci korzystają z Akademii?

To Dzieci, które z różnych powodów mają trudniej – mierzą się z niską samooceną, nieśmiałością, trudnościami emocjonalnymi, społecznymi lub są neuroatypowe. 

Co najbardziej zyskuje Dziecko?

Poczucie, że jest ważne. Że przez godzinę w tygodniu ktoś poświęca mu pełną uwagę, wierzy w jego możliwości i pomaga odkrywać mocne strony. 

Co Tata Podopiecznego Akademii powiedziałby przyszłym Wolontariuszom i Wolontariuszkom?

„Będziecie mogli i mogły obserwować, jak Dziecko rozwija się przez cały rok. Ta relacja i możliwość towarzyszenia mu w zmianie daje ogromną satysfakcję”. 

Przygodnik — interaktywny komiks fantasy od Akademii Przyszłości

Przygodnik to więcej niż cyfrowy komiks. To bezpłatna, cyfrowa opowieść fantasy zaprojektowana tak, aby kształtować wrażliwość dzisiejszych 8–10-latków. Stworzyliśmy przestrzeń, która daje dziecku dokładnie to, czego pragnie – poczucie pełnej sprawczości i angażującą rozrywkę. Zagraj z Dzieckiem.

To również Cię zainteresuje: