Jak technologia wpływa na dziecięcą wiarę w siebie? – rozmowa z Jowitą Michalską
W raporcie Akademii Przyszłości „Co zabija dziecięcą wiarę w siebie?” swoją opinię wyraziła m.in. Jowita Michalska, ekspertka od świata cyfrowego, założycielka Fundacji Digital University. W rozmowie z Agnieszką Grzechnik opowiada, jak naprawdę działa internet, dlaczego nie jest już neutralny i jak wpływa na Dzieci, które dorastają równocześnie w dwóch światach – online i offline. Co technologia daje ich poczuciu wartości, a co im odbiera? I przede wszystkim: jaką rolę mogą w tym odegrać dorośli?

Rozmowa:
Agnieszka Grzechnik, Dyrektorka Akademii Przyszłości: Akademia Przyszłości opublikowała raport „Co zabija dziecięcą wiarę w siebie?”. Jedną z osób, które zabierają w nim głos, jest Jowita Michalska – i to właśnie stało się pretekstem do naszego dzisiejszego, wirtualnego spotkania. Chciałabym, żebyśmy porozmawiały o pewności siebie, o tym, jak ją budować, i o roli, jaką odgrywa w tym technologia. Szczególnie, że jesteś jedną z czołowych ekspertek w Polsce od świata cyfrowego. Na początek mam więc pytanie ogólne, ale fundamentalne: technologia a wiara w siebie. Czy wspiera budowanie poczucia własnej wartości? A może wręcz przeciwnie – osłabia je? A może jednak pozostaje neutralna? Jak Ty to widzisz dzisiaj?
Jowita Michalska: Żyjemy w eksperymentalnym okresie, w którym świadomość pewnych mechanizmów staje się kluczową wartością, dlatego zachęcam do uważnej lektury raportu. Cała działalność naszej Fundacji Digital University i wszystko, co robię, koncentruje się na pokazywaniu zarówno potencjału technologii, jak i realnych zagrożeń, jakie ze sobą niesie. Będę dziś mówić z dwóch perspektyw: osoby, która od 11 lat zajmuje się zawodowo wyłącznie technologią i różnymi jej aspektami, oraz mamy piętnastoletniej córki, która od urodzenia funkcjonuje w świecie cyfrowym – jak wszystkie Dzieci dzisiaj. Już na tym etapie nie zgadzam się z powiedzeniem, że technologia jest neutralna.
Ty też możesz pomóc.
Uwierz w Dziecko.
Poznaj trudności i marzenia Dzieci
z Akademii Przyszłości i pomóż
zmienić historię jednego z nich.
Każda technologia, z której korzystamy, ma swojego właściciela, który swoim inwestorom obiecał bardzo dużo pieniędzy i to jest główny cel, który mu przyświeca. Codzienny kontakt naszych Dzieci z technologią nie ma charakteru edukacyjnego. Nasze dzieci – warto sobie to uzmysłowić – nie uczą się przez technologię, może w mikroprocencie tak, ale na pewno nie jest to uświadomiony ani intencjonalny proces. Przede wszystkim konsumują treści, które są płytkie, wyidealizowane i często oderwane od rzeczywistości.
Każdy z nas to zna. Ja – dorosła, 51-letnia, stabilna psychicznie osoba, a do tego świadoma ekspertka od technologii – gdy wchodzę do mediów społecznościowych i widzę, jakie niesamowite rzeczy robią inni, potrafię pomyśleć: Kurczę, ja chyba nic ciekawego w życiu nie robię… albo nigdy nigdzie nie wyjeżdżam. A teraz wyobraźmy sobie nasze Dzieci, które dopiero się kształtują, nie mają jeszcze takiej samoświadomości ani żadnych spektakularnych osiągnięć. Jak silne muszą być wtedy te wahania nastroju, smutki, porównania? Dlatego właśnie uważam, że technologia nie jest neutralna – a zwłaszcza media społecznościowe. One mają konkretnych właścicieli. Instagram i Facebook należą do Marka Zuckerberga i jego inwestorów, a ich głównym celem jest maksymalizacja zysku. Co to oznacza? Algorytmy są tak projektowane, by zatrzymać nas na platformie jak najdłużej, a nie edukować czy rozwijać. Drugim obszarem, który także może być wyzwaniem dla młodych, są modele językowe – narzędzia, z których młodzież coraz częściej korzysta. To technologia, z którą dopiero uczymy się pracować i której konsekwencje dopiero zaczynamy rozumieć.
Najnowsze badania z Wielkiej Brytanii pokazują, że 64% Dzieci w wieku 9–17 lat korzysta z ChatGPT lub innych modeli językowych. I tu pojawia się istotny problem: taki model zawsze chce nam udzielić odpowiedzi, nawet jeśli jej nie zna. Chce przytaknąć, takie jest jego zadanie. Pytanie więc brzmi: czy naprawdę żyjemy w świecie, w którym każdy będzie nam przytakiwał? Oczywiście, że nie. A jednocześnie te narzędzia są projektowane tak, by jak najdłużej utrzymać naszą uwagę. Odpowiadają na pytania, ale też natychmiast pytają: „A może w czymś jeszcze pomóc?”. To mechanizm, który ma nas zatrzymać na dłużej.
Ogromnym, nowym wyzwaniem są „wirtualni przyjaciele” – postaci tworzone na platformach takich jak Replika, Character.AI i wielu innych. Dzieci mogą tam stworzyć dokładnie taką osobę, jakiej im brakuje: przyjaciela, chłopaka, dziewczynę, mentora, a nawet „idealnego” Rodzica. Problem w tym, że te postaci są zaprojektowane wyłącznie po to, by zatrzymać użytkownika jak najdłużej, a relacja z nimi uczy szkodliwych wzorców: że wszystko ma być „pod nas”, że zawsze mamy rację, że konsekwencje nie istnieją. Jeśli dziś taką postać obrażamy, to jutro dokładnie w taki sam sposób będzie się do nas odzywać, wzmacniając niewłaściwe schematy. To jest świat, w którym dziś funkcjonują nasze Dzieci.
Co w sytuacji, gdy Dziecko wybiera „przyjaciela AI”, bo alternatywą jest samotność – brak akceptacji, odrzucenie, prześladowanie? Czy taki wybór to realny dylemat czy fałszywa alternatywa?
Jowita Michalska: Po pierwsze: nie wiemy, jakich odpowiedzi udzieli Dziecku AI. Do jakich zachowań będzie zachęcać, jakie rozwiązania zaproponuje? Funkcjonujemy obecnie przed pełnymi regulacjami. Tempo rozwoju technologii jest tak szybkie, że ona najpierw powstaje, a potem dopiero pojawiają się regulacje prawne. To jest niebezpieczne, ponieważ mechanizmy stojące za technologią są nastawione na maksymalizację zysku. Coraz częściej mówi się też o psychoterapii prowadzonej przez AI. I znów pojawia się trudny dylemat: czy lepiej nie mieć terapeuty wcale, czy korzystać z takiego, którego reakcji nie jesteśmy w stanie przewidzieć? Nie wiemy, czy AI wesprze osobę w kryzysie, czy wręcz pogłębi jej trudności.
Drugi problem dotyczy Dzieci. Czy rozwiązaniem problemu przemocy rówieśniczej w szkole u mojego Dziecka jest zaprezentowanie mu sztucznego przyjaciela? Krótkoterminowo może przynieść ulgę, ale długofalowo nie rozwiązuje problemu. Dziecko nie uczy się realnych relacji – wręcz przeciwnie, oducza się ich, bo AI tworzy więź jednostronną, która w prawdziwym świecie nie istnieje. Gdyby tej opcji nie było, Dziecko, Rodzice, szkoła czy terapeuci szukaliby innych rozwiązań.
My wszyscy – dorośli i Dzieci – żyjemy dziś jednocześnie w dwóch światach: online i offline. Bardzo polecam film Stevena Spielberga „Player One”, który świetnie pokazuje, czym może się stać życie przeniesione wyłącznie do świata wirtualnego. Warto obejrzeć go z nastolatkami i porozmawiać o tym, co widzimy. Bo mimo wszystko nadal zakochujemy się, zakładamy rodziny, prowadzimy biznesy i rozwiązujemy konflikty w realnym świecie. A duża część problemów młodych ludzi – lęki, niska wiara w siebie, trudności w relacjach – wynika z tego, że mają dziś mniej przyjaciół. Nie ma nocowanek u kogoś, wielogodzinnych zabaw na podwórkach, gdzie relacji uczyło się „w praktyce”. Nie da się zastąpić grzebania patykiem w ziemi, biegania po dworze czy zwykłej zabawy, która rozwija mózg, koordynację i całe doświadczenie bycia razem. Online tego nie zastąpi.
Skoro Dzieci żyją dziś równocześnie w świecie online i offline, to jak ja jako Rodzic mogę mądrze wykorzystać ten cyfrowy świat, by wspierał ich poczucie własnej wartości? Gdzie w tym wszystkim zostaje jeszcze przestrzeń na sprawczość dorosłego?
Jowita Michalska: Pierwszą kwestią jest po prostu sensowny balans. Świetnie pokazują to najnowsze badania NASK „Nastolatki 3.0”: przeciętny polski nastolatek spędza w sieci 5 godzin dziennie, a w weekend – jeszcze więcej. Tymczasem średni czas rozmowy z rodzicem to… 15 minut. I tu pojawia się pytanie: kto realnie wychowuje nasze Dzieci?
Co gorsza, wielu Rodziców nie ma pojęcia, co Dziecko robi online. Gdy pytamy Rodziców, czy ich Dziecko miało kontakt z hejtem lub innymi trudnymi sytuacjami w sieci, tylko kilkanaście procent odpowiada „tak”. Tymczasem ponad 50% nastolatków deklaruje, że mają takie doświadczenia. Ta dysproporcja mówi jasno: my, dorośli, często kompletnie nie wiemy, z czym nasze Dzieci mierzą się w internecie.
Badania pokazują, że między 7. a 11. rokiem życia prawie 30% Dzieci ma kontakt z pornografią – często zupełnie przypadkowo. Do tego dochodzą jeszcze inne treści: horrory, drastyczne nagrania, materiały, których dorosły czasem nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Internet jest nimi wypełniony, a wiele z nich wciąż nie jest odpowiednio zabezpieczonych. I zanim w ogóle przejdziemy do pytania, jak wspierać Dziecko w budowaniu pewności siebie online, warto zadać sobie inne: czy my naprawdę wiemy, co nasze Dziecko robi w sieci?
Skoro Dzieci funkcjonują dziś w dwóch światach – online i offline – to jak Rodzice mogą realnie wspierać ich poczucie własnej wartości? Co mogę zrobić dla ucznia wczesnej podstawówki, a co dla nastolatka, wiedząc, że nie na wszystko mam wpływ? I w tych krótkich 15 minutach, o których mówisz – na czym warto skupić się najbardziej?
Jowita Michalska: Mogę powiedzieć, co ja robię jako Rodzic i co często rekomenduję bliskim. Od początku rozmawiam z Dzieckiem o tym, jak regulować obecność w sieci. Moja córka ma ustawione blokady od momentu, gdy dostała telefon – i wie, dlaczego one istnieją. Warto rozmawiać z Dzieckiem o mechanizmach działania internetu. Na przykład wyjaśnić: „Wiesz, że po drugiej stronie ekranu pracuje ktoś, kto ma jeden cel – zatrzymać cię tu jak najdłużej? I za każdą dodatkową sekundę dostaje premię? I zapytać: „Czy chcesz, żeby ktoś w taki sposób Tobą sterował, czy wolisz rozumieć te mechanizmy i mieć na nie wpływ? Dzieci mają ogromną sprawczość – trzeba im ją dawać. Ale równie ważne jest zauważenie momentu, w którym Dziecko przekracza pewną granicę i nie potrafi już samo poradzić sobie z tą sytuacją.
Nie znam takiego mechanizmu, medium społecznościowego czy aplikacji, która zwiększy poczucie własnej wartości. Ale nie zrzucajmy wszystkiego na technologię. Ogromne znaczenie mają także uwarunkowania kulturowe i społeczne – to, co robi szkoła, środowisko, rówieśnicy. Wychowuję dziewczynkę i widzę to bardzo wyraźnie: wiele programów skupionych jest dziś na wspieraniu dziewcząt, bo kulturowo to właśnie one częściej mają zaniżone poczucie własnej wartości. To wynika z otoczenia, z przekazów, które wciąż słyszą: „tego ci nie wypada”, „tego nie powinnaś”. Większość komentarzy dotyczących wyglądu także kierowana jest w stronę dziewczynek i kobiet. Środowisko naprawdę kształtuje ich sposób myślenia o sobie. Jednocześnie nie pomijałabym chłopców, którzy również mierzą się z własnymi wyzwaniami.
W raporcie piszemy, że aż 85% Rodziców dostrzega wpływ mediów społecznościowych na samoocenę dzieci – najczęściej negatywny. Ale porównywanie się przecież zawsze istniało. Na szkolnych korytarzach też była ładniejsza koleżanka czy bardziej wysportowany kolega. Co więc sprawia, że to dzisiejsze „socialmediowe” porównywanie działa inaczej i ma tak duży wpływ?
Jowita Michalska: Myślę, że dzisiejsze standardy są wyśrubowane jak nigdy wcześniej. W świecie realnym widzimy prawdę – może delikatnie podkolorowaną, ale jednak osadzoną w rzeczywistości. Tymczasem online możliwości kreowania wizerunku są praktycznie nieograniczone: filtry, retusz, AI, awatary, które po pandemii stały się jeszcze bardziej popularne. W sieci funkcjonują dwa szczególnie groźne mechanizmy.
Po pierwsze – ogromna łatwość zafałszowania rzeczywistości. W realu trudno udawać kogoś innego, w internecie to banalnie proste. Widzimy wyłącznie wycinek czyjegoś życia: najlepsze ujęcie z wakacji, perfekcyjne zdjęcie, nad którym spędzono pół dnia. I to właśnie do tych nierealnych obrazów Dzieci (i dorośli) zaczynają się porównywać.
Po drugie: sposób komunikacji w sieci. Online wszystko staje się dużo bardziej radykalne. W bezpośrednim kontakcie istnieje naturalna granica tego, co jesteśmy w stanie powiedzieć drugiej osobie. W internecie ten limit niemal znika. Przez ekran o wiele łatwiej komuś napisać: „jesteś brzydka” i całą masę podobnych rzeczy. Łatwiej, bo nie ponosimy bezpośrednich konsekwencji – ta relacja nie jest „żywa”.
Dokładnie to samo dzieje się z przemocą rówieśniczą. Ona była zawsze, jeszcze przed mediami społecznościowymi, ale dziś zdecydowanie się nasila. W sieci jest prostsza, bardziej anonimowa, a sprawcy często nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich zachowań. Ten brak granic w świecie online dodatkowo napędza radykalizację i polaryzację.
Dlatego staram się po prostu być przede wszystkim dobrym wzorcem dla swojego Dziecka. Sami często tkwimy w technologicznych nawykach. A skoro my w nich jesteśmy, to siłą rzeczy wprowadzamy w nie także nasze Dzieci.
Kiedy wspomniałaś o tych pięciu godzinach, od razu wyobraźnia przeniosła mnie do mojego czasu przed ekranem – i szybko uświadomiłam sobie, że tak naprawdę jest go więcej niż te pięć godzin. Jak łatwo to wytłumaczyć: przecież jestem w pracy, sprawdzam maile…
Jowita Michalska: My często mówimy Dzieciom: „siedzisz w internecie”, a one nam na to: „A ty też!”. My mówimy, że pracujemy, a Dziecko odpowiada: „A ja się uczę”. Jedna i druga strona trochę nagina rzeczywistość. Jeśli chcemy więcej czasu offline, to sami też musimy go mieć. Warto ustalić w domu jasne zasady – dla Dzieci i dla Dorosłych. Skoro Dziecko ma limit, to my również powinniśmy go mieć. A jeśli go przedłużamy, to przynajmniej miejmy świadomość, że to robimy. Możemy kultywować nasz świat offline również poprzez proste rzeczy – jak np. „wyprowadzenie” smartfona z sypialni i zastąpienie go zwykłym budzikiem.
To już wychodząc z moich butów, które tak naprawdę tak nie do końca były moje. Temat hejtu, cyberbullyingu i presji w sieci jest dziś bardzo jednoznacznie przypisywany technologii i mediom społecznościowym. Ale my, Rodzice wychowani w świecie offline, stajemy przed pytaniem: jak w Dzieciach wykształcić odporność na to, co czytają w internecie? Jak sprawić, by wirtualne komentarze nie raniły ich tak bardzo? Co możemy zrobić jako dorośli, by je w tym wspierać?
Jowita Michalska: Nawet szerzej: na to co czytają i co publikują. Pamiętajmy, że nasze Dziecko może być też hejterem, niekoniecznie musi być ofiarą. Hejterzy nie biorą się znikąd – to często Dzieci w tym samym wieku i z tej samej klasy. Dlatego pytanie jest podwójne: jak uodpornić nasze Dziecko na to, co o sobie czyta, i jak nauczyć je odpowiedzialności za to, co samo publikuje? Często Dziecko ma niskie mniemanie o sobie czy poczucie własnej wartości i właśnie hejtem próbuje się jakoś uzbroić.
Dlatego tak ważne jest wzmacnianie Dziecka w realnym świecie: wychodzenie na dwór, na spacer – 10 000 kroków przyda się Dzieciom i Rodzicom! Wspólne spędzanie czasu offline na robieniu nowych rzeczy. Na szczęście powoli wraca moda na tak zwane stare technologie, czyli kupienie aparatu fotograficznego, żeby nie robić zdjęć tylko telefonem.
Wracając do przykładu, który podałaś, gdy rozmawiałyśmy o hejcie. Wyobraźmy sobie sytuację: jestem mamą, do której pisze inna mama. Pokazuje mi screen, co moje Dziecko napisało do jej Dziecka. Na tym zrzucie widać klasyczny hejt – obraźliwe słowa, prowokacje, wszystko, co tylko wyobraźnia podpowiedziała. Jak w takiej sytuacji, gdy otrzymujemy taki sygnał, że to nasze Dziecko jest sprawcą hejtu, powinniśmy sobie poradzić?
Jowita Michalska: Myślę, że to pytanie najlepiej zadać psychologowi, ale z perspektywy zdrowego rozsądku – zanim porozmawiamy z Dzieckiem, warto po prostu wyjść na chwilę, zaczerpnąć powietrza i uspokoić własne emocje. Bo najgorsze, co możemy zrobić, to od razu „naskoczyć” na Dziecko. Raporty pokazują, dlaczego Dzieci rzadko przychodzą do dorosłych z trudnymi doświadczeniami z sieci i dlaczego tak mało o nich wiemy – nawet gdy nasze Dziecko jest ofiarą. Istnieją trzy główne powody. Po pierwsze: Dzieci uważają, że Rodzic „nie ogarnia”, nie rozumie świata online, jest – jak mówią – boomerem, dziadersem, więc i tak nie pomoże. Po drugie: boją się, że dorosły wpadnie w złość i zabierze telefon, a to oznacza dla nich utratę kontaktu z rówieśnikami i realne wykluczenie. Po trzecie: brakuje im – i często nam – umiejętności, aby o takich rzeczach rozmawiać. Rodzicom też towarzyszy czasem wstyd, lęk albo bezradność, gdy zaczynają rozmowę o trudnych emocjach i zachowaniach w sieci.
Kiedy myślę o tym, jak działa Akademia Przyszłości, przypomina mi się to, co powiedziałaś – że dorosły przede wszystkim powinien być dobrym wzorem do naśladowania.
Jowita Michalska: Tak, tylko tyle i aż tyle.
Świat wokół Akademii się zmieniał, ale jeden element pozostawał niezmienny: Dziecko pracuje z Wolontariuszem – dorosłym, który poświęca mu godzinę w tygodniu całkowicie offline. To czas wspólnych gier, rozmów i aktywności zgodnych z zainteresowaniami Dziecka – przestrzeń, w której może po prostu być Dzieckiem i dzielić się swoim światem. Im bardziej technologiczny staje się nasz świat, tym ta metoda okazuje się bardziej uniwersalna. Umiejętność bycia offline staje się w niej nie tylko wartościowym doświadczeniem, ale wręcz cenną kompetencją. To w takim razie, gdybyśmy już mieli podpowiedzieć i pomóc dorosłym, nie Dzieciom, jak w sobie tę kompetencję bycia offline rozwijać? Na co zwrócić uwagę?
Jowita Michalska: Warto zacząć od drobnych kroków – np. wyłączyć wszystkie powiadomienia, aby telefon nas nie rozpraszał ani nie atakował. Kultywujemy dziś lifelong learning, czyli uczenie się przez całe życie, ciągły rozwój. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ciągły rozwój wymaga koncentracji na nauce, która jest możliwa tylko wtedy, gdy potrafimy się wyłączyć choćby na 25 minut. Podstawowa higiena cyfrowa to też odkładanie telefonu podczas codziennych czynności, np. jedzenia. Planszówki są superwartościowe, pięknie rozwijają nam mózg. Czytajmy sobie nawzajem. Moja córka przychodzi ze szkoły i mówi: mamo, to jest niesamowite! Tak mało osób umie czytać na głos! Ta kompetencja zanika totalnie. Czytajmy sobie na głos. Takie rzeczy, jak wspólne wyjście na spacer, posiadanie zwierzęcia wziętego ze schroniska, cała masa offline aktywności – to wszystko buduje relacje i bliskość. Aktywność z Dzieckiem niekoniecznie musi być moralizowaniem go; często wystarczy bycie razem.
Niesamowite jest to, że rozmowa o technologii i świecie online ostatecznie prowadzi nas z powrotem do… bardzo offline’owych spraw. Dlatego na koniec chciałabym zapytać o jedną rzecz. Wyobraźmy sobie Rodzica, który właśnie przekazuje swojemu Dziecku pierwszy telefon. Pomijając już dyskusję o tym, w jakim wieku to zrobić. Ten moment nadchodzi. O jaką jedną rzecz, Twoim zdaniem, powinien wtedy szczególnie zadbać?
Jowita Michalska: Przede wszystkim: jeśli dajemy Dziecku telefon, to nie jest to „jego własność”, tylko narzędzie, które mu powierzamy. Telefon to droga, skomplikowana i jednocześnie potencjalnie niebezpieczna technologia – nie coś, co można po prostu wręczyć w prezencie bez zasad. Wielu Rodziców pisze do mnie, że boją się reakcji Dziecka, gdy odbiorą mu telefon: bo „będzie krzyczeć”, „rzuci się”, „powie, że to jego”. Ale to Rodzic wyznacza granice. Dlatego od początku warto jasno ustalić reguły: np. dwa razy w tygodniu po 15 minut. I trzymać się tego. W telefonie są dostępne proste narzędzia kontroli – limity czasu, podgląd aktywności. Wystarczy je włączyć. To małe kroki, które naprawdę robią różnicę.
Limity warto ustalić od razu. Jeśli sprzęt pojawi się pierwszy, a zasady dopiero później, będzie już znacznie trudniej. I pamiętajmy: telefon to nie prezent „na własność”, tylko narzędzie, do którego dostęp regulujemy. Jeszcze jedna ważna rzecz: nie dajemy Dzieciom swojego telefonu. To, co my – dorośli – oglądamy, zapamiętuje algorytm. I kiedy nawet na chwilę oddajemy telefon Dziecku, nie mamy żadnej pewności, co pojawi się w reklamach czy w przerwie między filmikami. Algorytm nie wie, że urządzenie zmieniło właściciela. Jasne, jesteśmy zmęczeni, mamy mnóstwo obowiązków i czasem telefon wydaje się najprostszym rozwiązaniem. Można go dać, ale róbmy to mądrze.
Z jednej strony nasze Dzieci funkcjonują w świecie online, równocześnie poczucie własnej wartości buduje się w świecie offline. I tak naprawdę to, co Dziecko zbuduje w realnych relacjach, doświadczeniach i granicach offline, zabierze ze sobą do internetu.
Bardzo serdecznie zapraszamy do przeczytania raportu, który był pretekstem do naszej rozmowy. Chciałabym skończyć słowami 14-letniego Jarka właśnie z Akademii. To jest cytat z raportu. “Pewność siebie jest po to, żeby nie odpuszczać tak łatwo, nawet jak inni piszą o mnie źle”. Ogromnie Ci dziękuję za to, że byłaś z nami, że mogłyśmy porozmawiać.
Jowita Michalska: Zainteresowanych tematem zachęcam do lektury mojej książki „Szkoła w czasach AI”, a także słuchania podcastu Digitalks, w którym regularnie poruszam temat wpływu technologii na dzieci i młodzież.
Warto też zajrzeć na social media Fundacji Digital University, bo tam też jest mnóstwo treści edukacyjnych, które te wszystkie wątki rozwijają i pomagają być mądrzejszym dorosłymi.
Jowita Michalska: Prawda. Bądźmy mądrymi dorosłymi dla naszych Dzieci.
Dokładnie. Dziękujemy bardzo.
Rozmowa spisana z poniższego wideo

Jowita Michalska
– założycielka Digital University, ekspertka edukacji i nowych technologii. Autorka podcastu Digitalks i książki Szkoła w czasach AI. Inicjatorka Masters & Robots, ambasadorka Cyfrowej UE, laureatka Digital Shaper i Bizneswoman Roku.
Ty też możesz pomóc.
Uwierz w Dziecko.
Poznaj trudności i marzenia Dzieci
z Akademii Przyszłości i pomóż
zmienić historię jednego z nich.
To również Cię zainteresuje: