Małe rzeczy, wielka zmiana. Absolwentka Akademii Przyszłości o drodze do pewności siebie


„Chciałabym podzielić się tym, czego nauczyłam się 10 lat temu. Proponuję wszystkim, żeby stosowali technikę zauważania drobnych sukcesów i cieszenia się z nich” – mówi obecnie 22-letnia absolwentka Akademii Przyszłości i radzi: „Ważna jest sumienność w osiąganiu małych sukcesów. I doskonalenie się w rzeczach poprzez powtarzanie”. Po udziale w programie, Kasia zyskała: „Pewność siebie i wiarę w swoje umiejętności” – podsumowuje. Poznaj historię Dziewczyny, która w Akademii napisała rozdział do książki swojego Darczyńcy, a później uczestniczyła w jej warszawskiej premierze. „Poczułam duże docenienie” – wspomina. I to doświadczenie nadal do niej wraca. 

Magdalena Bogusz, Stowarzyszenie WIOSNA: Jakim Dzieckiem byłaś, gdy zaczynałaś udział w Akademii? 

Kasia, Absolwentka Akademii Przyszłości: Byłam Dzieckiem nieśmiałym. Miałam trudność w kontaktach z ludźmi. Bałam się miejsc, gdzie było ich dużo. Miałam trudność w pokazywaniu siebie, swoich mocnych i słabych stron – z lęku, że ktoś mnie nie polubi albo odrzuci.  

Miałam też pasję, wielkie plany. Natomiast to wszystko było oczywiście bardzo nieuporządkowane. Były marzenia, ale nie wiedziałam, jak do nich dążyć. Teraz mam wrażenie, że to wszystko jest bardziej uporządkowane, wiem już, co zrobić, żeby dążyć do spełniania marzeń. 

Patrząc z perspektywy czasu, jakie zmiany zauważasz w sobie dzisiaj? Jaka jesteś teraz? 

Jestem dużo bardziej śmiała w kontaktach – zarówno z przyjaciółmi, jak i z osobami, które postrzegam jako autorytety. Zdecydowanie przychodzi mi to łatwiej. 

A w jakich konkretnych sytuacjach to widać? Czy są to na przykład momenty na uczelni – podczas zajęć, zabierania głosu na forum grupy?  

W czasach Akademii w kontaktach indywidualnych – zwłaszcza z Wolontariuszką – byłam śmiała. Natomiast w sytuacjach społecznych, gdy pojawiało się więcej osób, ta pewność siebie często mnie opuszczała. Teraz jest inaczej: zarówno w rozmowach indywidualnych, na przykład z profesorem, jak i podczas zajęć, kiedy trzeba się odezwać i wykazać aktywnością, zdecydowanie lepiej sobie z tym radzę.  

Ty też możesz pomóc.
Uwierz w Dziecko.

Poznaj trudności i marzenia Dzieci
z Akademii Przyszłości i pomóż
zmienić historię jednego z nich.

Co miało na to największy wpływ? Zastanawiam się, bo z jednej strony na pewno znaczenie ma dojrzewanie i naturalne zmiany, które w nas zachodzą. Czy widzisz w tej przemianie także rolę Wolontariuszki Akademii Przyszłości? Jak dziś na to patrzysz? 

Myślę, że to właśnie indywidualny kontakt z odpowiednim dorosłym może obudzić w Dziecku śmiałość. Daje on też solidną podstawę do dalszego rozwoju – szczególnie w relacjach i kontaktach z większą grupą osób. 

Gdy spojrzysz wstecz, co najbardziej wyróżnia czas, w którym byłaś w Akademii Przyszłości? 

Wtedy to przede wszystkim miałam trochę inny plan na życie. Tak to jest, mając 12 lat. Miałam wielką pasję pisarską. Szłam w tym kierunku, wygrywałam nawet jakieś konkursy i byłam święcie przekonana, że tak zostanie do końca i że będę pisać książki. Teraz trochę to się zmieniło. Nabrałam wiedzy, że plany się zmieniają i to jest jak najbardziej ok. Można mieć wiele pasji. 

Jak wspominasz prowadzenie Indeksu Sukcesów (przyp. red. papierowa książeczka, w której Dzieci z Akademii wpisują swoje małe sukcesy) – czy na początku łatwo było dostrzegać i nazywać swoje sukcesy? Co sprawiało Ci największą trudność? 

Na początku mam wrażenie, że jak dostałam Indeks Sukcesów i zaczęłam z niego korzystać, to takim zaskoczeniem było to, że na każdym spotkaniu wpisywałyśmy jakiś sukces. To dlatego, że nie myślałam o takich małych rzeczach jak o sukcesach. To była zmiana myślenia, że nie tylko jakaś tam wtedy szóstka z przedmiotu czy wygranie jakiegoś konkursu czy inna wielka rzecz jest sukcesem, ale też takie małe codzienne rzeczy. To był taki szok. Na początku trudno było przyzwyczaić się do tego, że właśnie takie małe rzeczy są sukcesami. Z biegiem czasu bardziej się przyzwyczaiłam do tego. 

Na początku prawdopodobnie pierwsze Twoje sukcesy były inspirowane przez Wolontariuszkę? 

Tak. Z jej pomocą wpisywałam te pierwsze sukcesy. 

Czy któryś z zapisanych sukcesów szczególnie uświadomił Ci coś ważnego o sobie? 

Mam wrażenie, że to był raczej zbiór sukcesów niż jakiś konkretny. Patrząc na ogół sukcesów i wertując kartki mojego ówczesnego Indeksu, widzę, że dużo było sukcesów do siebie podobnych. Natomiast właśnie patrząc na ten ogół, uświadomiłam sobie, że o to chodzi, że to są właśnie małe rzeczy i często w jakimś stopniu powtarzające się. Natomiast jak się patrzy na to, ile ich jest, to właśnie to robi takie wrażenie. Ważna jest sumienność w osiąganiu tych małych sukcesów. I doskonalenie się w rzeczach poprzez powtarzanie, to była ważna lekcja dla mnie. 

Podrążmy trochę w Twojej pamięci. Może jednak był taki sukces, który wtedy wydawał Ci się mało istotny, a dopiero z perspektywy czasu zobaczyłaś jego znaczenie?  

Dla mnie takim sukcesem często było po prostu wykonanie trudnego zadania albo zrobienie kilku łatwiejszych rzeczy, ale porządnie – bez rozpraszania się, z pełnym skupieniem. To są dwie takie rzeczy, które mam wrażenie często są postrzegane zupełnie inaczej. Tak jak skupiamy się na dużych sukcesach, to możemy się też skupić na wykonaniu jednej rzeczy, ale trudnej. Natomiast wykonanie łatwych rzeczy, ale konsekwentnie i sumiennie jest tak samo dużym sukcesem. 

Z pozoru jeden taki pojedynczy sukces może się wydawać mało istotny, ale w połączeniu z innymi pokazuje sumienność i uświadamia, że każdego dnia odnosimy po prostu małe sukcesy, tylko często ich nie zauważamy albo nie liczymy jako sukces.  

Czy umiejętność dostrzegania wzmacniających codziennych sukcesów zostało z Tobą na dłużej? Czy teraz potrafisz siebie docenić? 

Tak. To jest wiedza i świadomość, które staram się pielęgnować.  Na przykład na uczelni, ale też w takich sprawach bieżących. Równie dobrze sukcesem, który mogłabym dziś wpisać do Indeksu, jest zrobienie sobie jakiegoś fajnego obiadu mimo uczenia się do sesji. Albo dostanie dobrej oceny z ciężkiego kolokwium. To wszystko powinno się liczyć jako sukces.  

Czy przychodzi Ci to dziś naturalnie, czy raczej jest to coś, o czym musisz sobie przypominać zwłaszcza w natłoku codziennych obowiązków? 

Mimo że staram się to stosować, warto sobie o tym przypominać. Nawet jak ma się taki nawyk, to może on jakoś w natłoku pracy trochę zniknąć. Ta rozmowa przypomniała mi, żeby stosować tę technikę! 

A dostrzeganie małych sukcesów wpływa na naszą samoocenę i dobre samopoczucie. 

Tak, bo kiedy skupiamy się tylko na tych wielkich rzeczach, po drodze możemy stracić pewność siebie i motywację, żeby dążyć do czegoś. Jeśli na początku nic nam się nie udaje, to nawet zrobienie pierwszych kroków, to już to są małe sukcesy. 

To bardzo wartościowe podejście. Mam wrażenie, że wielu dorosłych wciąż go nie praktykuje – a przez to wiele traci. Po prostu nikt nigdy ich tego nie nauczył.   

Przejdźmy teraz do eventów organizowanych dla Dzieci w Akademii. Czy miałaś okazję poznawać inne Dzieci? Jak dziś wspominasz te spotkania w większym gronie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze trudności w relacjach z rówieśnikami? 

Bardzo dobrze wspominam te spotkania. Fajnie było porozmawiać z innymi, były różne ciekawe rozmowy. Pamiętam, że przed jednym spotkaniem bardzo się zestresowałam i nie chciałam pójść, martwiłam się, że będzie dużo ludzi. Pamiętam, że zamknęłam się w sobie i wtedy przyszła do mnie Wolontariuszka. Rozmawiała ze mną długo i przekonała mnie, żebym poszła. Mówiła, że będzie przy mnie, że będą tam znajome Dzieci i że to nie jest takie straszne. 

A to było Twoje pierwsze takie spotkanie w Akademii? 

Właśnie nie, to było już kolejne. Po prostu miałam jakiś słabszy dzień i przestraszyłam się nagle, ale zostałem przekonana. Poszłam w końcu i było bardzo fajnie. 

Czy te spotkania w większym gronie miały wpływ na Twoje otwieranie się na drugiego człowieka? Na początku naszej rozmowy wspominałaś o nieśmiałości oraz trudnościach w relacjach z innymi. Czy te doświadczenia mogły pozytywnie wpłynąć na Twoje podejście do ludzi? 

Tak, mam poczucie, że szczególnie pomogło mi to w pracy nad nieśmiałością i przełamywaniem lęku przed spotkaniami w większym gronie. Nawet jeśli podczas takich spotkań nie poznawałam wielu nowych osób ani nie byłam duszą towarzystwa, sama obecność i decyzja, żeby tam pójść i być częścią tej sytuacji, miały duże znaczenie. Mam wrażenie, że właśnie to stopniowo wpłynęło na moją nieśmiałość. To też jest takie podejmowanie małych kroków. Niekoniecznie trzeba, żeby ktoś nieśmiały musiał pójść od razu na wielką imprezę i ze wszystkimi rozmawiać i miał być tam duszą towarzystwa. Też będzie dobrze jak pójdzie, przełamie się, z kimś tam porozmawia, poobserwuje. W ten sposób nabierze śmiałości. 

Często w wypowiedziach przewija się Wolontariuszka, z którą spotykałaś się w Akademii. Jaką rolę odegrała w Twoim życiu? 

Na pewno pomogła mi uświadomić sobie, że nawet jak mi się wydaje, że tak nie jest, to osiągam sukcesy. Dużo o tym rozmawialiśmy, dzięki temu mam takie spojrzenie. Gdyby nie Wolontariuszka to mogłabym nie mieć tej lekcji, nie dojść do takich wniosków. Dzięki niej zauważyłam, że odnoszę sukcesy, zwłaszcza, że nie byłam przyzwyczajona do zapisywania tych małych. Ona pomogła mi je napisać i potem poszło już z górki. To zdecydowanie dzięki niej. Ten kontakt indywidualny miał duże znaczenie dla mnie jako Dziecka. Mam wrażenie, że taki kontakt indywidualny, podczas którego dorosły jest skupiony na Dziecku, jest bardzo ważny. Przydałby się każdemu. To jest coś, czego mam wrażenie, brakuje. 

Zgodzę się z Tobą. Najmłodsi potrzebują tej 100% uwagi osoby dorosłej. A czy było coś w podejściu lub słowach Wolontariuszki, co szczególnie zapamiętałaś i co zostało z Tobą na dłużej? Co lubiłaś w Waszych spotkaniach? 

Te 100% uwagi od kogoś innego niż Rodzice – to było coś, do czego nie byłam przyzwyczajona ze szkoły, to było takie zaskakujące dla mnie. Zwłaszcza, że to było skoncentrowanie uwagi nie tylko na tym, jakie zadania wykonujemy, ale też na moim życiu i moich codziennych zmartwieniach i sprawach. Ucząc się angielskiego, przy okazji dużo rozmawiałyśmy o tym, jak minął mi dzień, co chciałabym zrobić. Pod koniec spotkań jadłyśmy jakąś moją ulubioną przekąskę. Tak na zakończenie dobrego dnia. 

Drugą ważną rolę w Akademii, oprócz Wolontariusza, odgrywa Darczyńca Indeksu Sukcesów. Jaką rolę odegrał on w Twoim życiu? 

Darczyńca odnalazł mnie poprzez pasję do pisania, przeczytał o mojej pasji na stronie Akademii Przyszłości. On sam pisał akurat książkę i dał mi możliwość napisania krótkiego fragmentu do niej. To był krótki felieton o moim tacie. Miałam przyjemność pojechać potem do Warszawy na premierę tej książki. To było duże wydarzenie dla mnie. Nawet niektóre fragmenty mojego felietonu zostały odczytane! 

No właśnie, co czułaś będąc na tej premierze? 

Na początku byłam bardzo zestresowana tym, że tak dużo ludzi będzie słuchało tego, co napisałam. Potem, jak stopniowo odpuszczał stres, to oczywiście była wielka radość, też takie zadowolenie z siebie. Wcześniej mogło mi się wydawać, że jestem dobra, coś tam sobie piszę, nawet zbieram jakieś pochwały, ale to tego momentu nie czułam, że to rzeczywiście ma taką wartość. Poczułam duże docenienie. 

A czy ta sytuacja miała jakiś wpływ na Twoje dalsze życie, podejście do siebie albo do Twojej pasji? 

Tak jak mówiłam, to był taki okres, w którym nie wyobrażałam sobie, że mogłabym robić cokolwiek innego. Natomiast dużo lat upłynęło (przyp. red. 10 lat) i teraz bardziej się skupiam na odkrytej na nowo, bo to już za Dziecka się jakoś przejawiało, pasji do biologii. Mimo że zmieniłam kierunek zainteresowań, to dalej ten event jest dla mnie dużą rzeczą. To cały czas jest ze mną. Teraz zaczynam właśnie uczęszczać na konferencje studenckie. To też jest duże wydarzenie, też stresujące. Natomiast trochę mi to przypomina te wspomnienie z eventu w Warszawie.  

Na tych konferencjach bierzesz udział jako prelegentka czy jako słuchaczka? 

Pomału właśnie jako prelegentka. Już były pierwsze próby i myślę, że bardziej to będzie rozwijane. 

Gratuluję. 

Dziękuję. 

A gdybyś miała jednym zdaniem powiedzieć, co Akademia dała ci na przyszłość? Co by to było? 

Dała mi pewność siebie i wiarę w swoje umiejętności. 

A czy chciałabyś jeszcze coś dodać do naszej rozmowy? Coś, o co cię nie zapytałam, a chciałabyś się tym podzielić? 

W sumie to chciałabym podzielić się z Dziećmi z Akademii i dorosłymi, którzy będą czytać ten wywiad – tym, czego nauczyłam się 10 lat temu. Proponuję wszystkim, żeby stosowali technikę zauważania drobnych sukcesów i cieszenia się z nich. Wiem też, że plany się zmieniają, że życie się zmienia i to, że na przykład pracujemy teraz w innym kierunku, czy właśnie skupiamy się na jakiejś innej swojej pasji – to nie znaczy, że nasze sukcesy z tamtych pasji nie mają już znaczenia. Życie jest bardzo ciekawe i jest bardzo dużo ciekawych rzeczy do robienia. I nie trzeba się skupiać tylko na jednej z nich. 

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Absolwentka Akademii Przyszłości Kasia

– studiuję biologię. Szczególnie interesuje mnie biologia i genetyka dużych ssaków. W wolnych chwilach lubię chodzić „za górami, za lasami”, czytać powieści graficzne i próbować dobrego jedzenia z różnych stron świata. 

Ty też możesz pomóc.
Uwierz w Dziecko.

Poznaj trudności i marzenia Dzieci
z Akademii Przyszłości i pomóż
zmienić historię jednego z nich.

To również Cię zainteresuje: