13 października, 2026

Niewidzialne dzieci. Komentarz Akademii Przyszłości po październikowych atakach w szkołach

chłopiec siedzący na szkolnym korytarzu sam

W skrócie 

Apelujemy do wszystkich dorosłych: rodziców, nauczycieli, sąsiadów, do tych, którzy współtworzą szkoły, i do tych, którzy projektują świat cyfrowy. Zobaczmy dzieci. Usłyszmy je. Dajmy im swój czas, zanim uznają, że nikt na nie nie czeka. 

W październikowych atakach ranni zostali uczniowie i nauczyciele, a pracownica jednej ze szkół zginęła. W Akademii Przyszłości myślimy o jej bliskich, o rannych i o wszystkich, którzy przeżywają ten czas w swoich szkołach i sercach. Nic nie usprawiedliwia przemocy. Nie wiemy, co doprowadziło do tej tragedii, i nie chcemy zgadywać. Ale o tym, skąd bierze się krzywda wśród dzieci, świat wie dużo. I prawie zawsze zaczyna się ona tam, gdzie dziecko przestaje być widziane. 

Dziecko, które znika 

W jednym z opowiadań Tove Jansson o Muminkach pojawia się mała Nini, której nie widać. Stała się niewidzialna, bo jej opiekunka traktowała ją chłodno i z ironią. Dziecko, które zbyt długo się boi i na które nikt nie patrzy z ciepłem, w końcu znika. Najpierw dla innych, potem dla samego siebie. 

„Tę Nini nastraszyła w zupełnie niewłaściwy sposób jej ciotka, która wzięła ją pod opiekę, a nie lubiła jej. (…)Była ironiczna od rana do wieczora, aż w końcu kontury dziecka zaczęły blednąć i zacierać się. W ubiegły piątek już wcale jej nie było widać” – Tove Jansson, „Opowiadania z Doliny Muminków”, przeł. Teresa Chłapowska 

Do Akademii Przyszłości zgłaszają się dzieci, które nie wierzą w siebie. W formularzach blisko dwóch tysięcy z nich znaleźliśmy zdania jak z tej samej historii: „Jak coś mówię, to wszyscy patrzą w okno”. „Chciałabym, żeby ktoś na mnie czekał po lekcjach”. Poproszone o trzy słowa o sobie, niektóre odpowiadały: „Brak, jestem żaden”. Ponad połowa dzieci, którym pomagamy (58%), nie wierzy we własne możliwości, a co trzecie wycofuje się z kontaktów z rówieśnikami. Gdy te dzieci próbują mówić o krzywdzie, często słyszą: nie przejmuj się, to nic takiego, przejdzie ci. 

Mówimy, że dzieciństwo jest dziecinnie proste. Powtarzamy to tak głośno, że przestajemy słyszeć, kiedy bywa dziecinnie trudne. 

Krzywda, która szuka ujścia 

Przemoc rówieśnicza to nie wybryk kilku złych dzieci. Według Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę doświadczyło jej 66% polskich nastolatków. W trzydziestoosobowej klasie to dwadzieścioro uczniów. Ta przemoc ma kilka źródeł. Pierwszym jest doznana krzywda: ponad połowa uczniów dręczących innych sama wcześniej doświadczyła dręczenia. Dziecko upokarzane w domu albo w klasie uczy się, że siła załatwia sprawę, i odreagowuje na słabszych. Ten sam uczeń bywa więc ofiarą i sprawcą. Warto o tym pamiętać, zanim powiemy zepsute dziecko. Bo co to w ogóle znaczy, że jakieś dziecko jest zepsute? 

Drugim źródłem jest samotność. Co piąty uczeń nie ma naprawdę bliskiego przyjaciela, a 8% dzieci, czyli średnio dwoje w każdej klasie, w trudnej sytuacji zostaje bez nikogo bliskiego. W badaniu PISA tylko 64% polskich piętnastolatków czuje się częścią swojej szkoły (średnia unijna: 75%). Dziecko bez miejsca w grupie albo dołącza do tych, którzy dokuczają, albo staje się ich celem. Wszyscy potrzebujemy gdzieś i do kogoś przynależeć. Dzieci również, a nawet bardziej. 

Trzecie źródło? Grupa, która patrzy. Kanadyjscy badacze przeanalizowali nagrania z boisk szkolnych: świadkowie byli obecni przy 88% przypadków dręczenia, ale reagowali tylko w 19%. Kiedy jednak ktoś powiedział przestań, w ponad połowie sytuacji przemoc ustawała w ciągu dziesięciu sekund. Mniej więcej tyle trwa jedno zdanie odwagi. 

Zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić. Znaczy zobaczyć, gdzie można było zdążyć. 

Gdzie dzieci znikają nam z oczu? 

Po atakach w szkołach wróciło pytanie, czy winne są gry i internet. Zadaje je dziś wielu rodziców, a pochopna odpowiedź, na przykład odruchowy zakaz, może dzieciom zaszkodzić. Sieć sama z siebie nie rodzi przemocy, ale bywa kolejnym miejscem, w którym dziecko znika nam z oczu. 

Z badania NASK, państwowego instytutu badającego bezpieczeństwo w sieci, wynika, że 47% dzieci krzywdzonych w internecie nikomu o tym nie mówi. Tymczasem 66% rodziców jest przekonanych, że ich dziecko przyszłoby z tym do nich. W tej rozbieżności mieszczą się wstyd, lęk przed karą i przed kolejnym to nic takiego. A kiedy uczeń jednak zgłosi przemoc, tylko co trzeci zostaje wysłuchany i dostaje pomoc. 

Co z grami? W Minecrafcie czy Robloksie dzieci wspólnie budują własne światy i rozmawiają na czacie. Dla wielu z nich to tylko i aż podwórko. Badania nie potwierdzają, że gry same prowadzą do przemocy. Ale na podwórku widać łzy kolegi, a w grze tylko kolorowy awatar, więc łatwiej kogoś zranić. Ryzykiem są też obcy dorośli na czacie. Zarazem zakaz grania za karę często odbiera dziecku nie rozrywkę, lecz przyjaciół, a czasem jedyne miejsce, w którym czuje się akceptowane. Problemem nie jest gra, tylko to, że dziecko zostaje w niej samo.

Algorytm. To mechanizm, który w aplikacjach takich jak TikTok czy Instagram podsuwa więcej tego, przy czym zatrzymał się wzrok. Nastolatki spędzają w mediach społecznościowych średnio 3 godziny i 23 minuty dziennie, a ich rodzice szacują ten czas na 2 godziny i 6 minut. Codziennie ponad godzina życia naszych dzieci toczy się więc poza naszą wiedzą. Badacze Amnesty International założyli konta udające trzynastolatków i dłużej oglądali na nich smutne filmy. Po 15–20 minutach TikTok pokazywał im niemal wyłącznie treści o złym samopoczuciu i depresji. Algorytm nie wie, że patrzy smutne dziecko. Wie tylko, że smutek przyciąga uwagę, a uwaga przynosi zysk. Ale BigTech wie o tym doskonale i ignoruje to, że stan nastolatka się pogarsza, bo smutek się opłaca. Komisja Europejska wstępnie zarzuciła już TikTokowi, że jego aplikacja jest zaprojektowana tak, by uzależniać. Odpowiedzialność spoczywa na platformach, nie na dzieciach. Najlepszym filtrem wciąż pozostaje dorosły, który interesuje się tym, co ogląda jego dziecko. 

Co możemy zrobić jeszcze dziś? 

Nie trzeba być specjalistą, żeby zacząć. Wystarczy uwaga. 

Co musimy zbudować na lata? 

Wiemy, co działa. Trzeba to robić systematycznie, a nie od tragedii do tragedii. Analiza ponad stu badań, przeprowadzona w Cambridge, pokazała, że programy obejmujące całą szkołę (wspólne zasady, spójna reakcja dorosłych, uczniowie przygotowani do roli świadków) zmniejszają dręczenie mniej więcej o jedną piątą. Empatii i radzenia sobie ze złością można się nauczyć, choćby na godzinach wychowawczych. Szkolne procedury ochrony dzieci przed krzywdzeniem powinny działać na co dzień, by każde zgłoszenie przemocy spotkało się z reakcją. Potrzebujemy wsparcia psychologicznego w zasięgu ręki, także dla świadków i nauczycieli, oraz pomocy dla rodzin, w których krzywda przechodzi z pokolenia na pokolenie. Potrzebujemy też platform projektowanych z myślą o bezpieczeństwie dzieci, a nie wyłącznie o przyciąganiu ich uwagi. 

Najsilniejszą ochroną pozostaje jednak relacja. Zaufany dorosły łagodzi skutki nawet bardzo trudnych doświadczeń dzieciństwa, a regularne spotkania z mentorem spoza rodziny zmniejszają agresję. Widzimy to w Akademii Przyszłości, w której od 2003 roku około dwóch tysięcy dzieci rocznie spotyka się raz w tygodniu z wolontariuszem, który jest tylko dla nich. W ostatniej edycji 82% podopiecznych mówiło, że wierzy we własne możliwości, a 67% przyznało, że łatwiej rozmawia im się z dorosłymi. Pomaga zwykła rzecz: czas i uwaga, tydzień po tygodniu. 

Łapki Nini 

U Jansson Nini odzyskuje widzialność powoli, w domu Muminków, gdzie ktoś ma dla niej czas i cierpliwość. Najpierw pojawiają się łapki, potem reszta. Z dziećmi, które dziś czują się niewidzialne, jest podobnie. Nie potrzebują dorosłych, którzy przyjdą dopiero po tragedii. Potrzebują takich, którzy zatrzymają się przy nich wcześniej: w zwykły wtorek, na przerwie, przy kolacji, przy ekranie gry. 

Dlatego apelujemy do wszystkich dorosłych: rodziców, nauczycieli, sąsiadów, do tych, którzy współtworzą szkoły, i do tych, którzy projektują świat cyfrowy. Zobaczmy dzieci. Usłyszmy je na czas. Dajmy im swój czas, zanim uznają, że nikt na nie nie czeka. 

Konrad Kruczkowski – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie WIOSNA (Akademia Przyszłości i Szlachetna Paczka)

Jeśli dziecko lub nastolatek potrzebuje wsparcia: 116 111 (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży) oraz 800 12 12 12 (Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka).  
W sytuacji zagrożenia: 112.